Władze stolicy uwierzyły w czarodziejskie puszki

Wydatki na walkę ze złą energią na jednym ze skrzyżowań zaniepokoiły radnego PiS. Hanna Gronkiewicz-Waltz całkiem poważnie odpowiada mu, że ratusz zlecił tam ekspertyzę ?promieniowania geopatycznego?.
Na trop tej historii natknęliśmy się na oficjalnej stronie internetowej urzędu miasta. Można tam znaleźć interpelacje radnych. A kiedy radny pyta, urzędnik musi złożyć wyjaśnienie na piśmie.

"Okazuje się, że drogowcy warszawscy wezwali bioenergoterapeutę na trzy bemowskie skrzyżowania i za instalację tzw. odgromników, które miały neutralizować negatywną energię, zapłacili 2,6 tys. zł. Chciałbym wiedzieć, co to jest w ogóle zła energia? Jakie badania naukowe potwierdzają skuteczność tej metody?" - dopytuje się Maciej Maciejowski z PiS. A oto, czego się dowiedział: "Do Zarządu Dróg Miejskich zgłosił się pan Lucjan Margol, radiesteta, który zaoferował nieodpłatnie zbadanie miejsca o dużym zagrożeniu, a następnie jego zabezpieczenie przed tzw. obciążeniami geopatycznymi" - pisze prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO). I szczegółowo wyjaśnia, że "radiestezja, czyli odczuwanie promieniowania, pochodzi z połączenia dwóch wyrazów z języka greckiego: radia, czyli promień i aisthezis, czyli odczuwanie". A radiesteta to "człowiek, który własnym zmysłem i za pomocą swoich przyrządów wychwytuje promieniowanie badanych ciał i przedmiotów".

Pani prezydent przypomina, że choć na skrzyżowaniu Wrocławskiej z ul. Powstańców Śląskich działa sygnalizacja świetlna, dochodziło tam do śmiertelnych wypadków. Bezpieczeństwo poprawiło się jej zdaniem właśnie po zainstalowaniu wynalazku Lucjana Margola. Dlatego ratusz postanowił zlecić "wykonanie ekspertyzy promieniowania geopatycznego wraz z zabezpieczeniem [czyli zamontowaniem podobnych urządzeń - red.] na kolejnych skrzyżowaniach: Grochowskiej z Żółkiewskiego, Radiowej na wysokości WAT i na Powstańców Śląskich z Radiową".

O wynalazku "Gazeta" pisała po raz pierwszy w 2002 r. "Przekonanie o pozytywnym działaniu przedmiotu umieszczonego na rozstaju dróg przypomina wiarę w amulety i talizmany" - mówił nam wtedy antropolog kultury Roch Sulima. A Ilona Buttler z Instytutu Transportu Samochodowego wolała nie komentować, bo "jeszcze się panowie w ZDM obrażą".

Wczoraj zadzwoniliśmy do Zarządu Dróg Miejskich, ale okazuje się, że nawet tam nie wiedzą, jak wygląda wynalazek Margola. Mówią tylko o tajemniczych puszkach zakopanych w dodatku nie pod samym asfaltem, ale gdzieś w pobliżu skrzyżowania.

- Zdajemy sobie sprawę, że to może wywoływać uśmiechy i część ludzi nie będzie w to wierzyć - przyznaje Adam Sobieraj, rzecznik ZDM. - Dlatego nie robiliśmy rozgłosu w tej sprawie - dodaje. Twierdzi jednak, że radiestezja to poważny fach. - Sąd Najwyższy w 1985 r. uznał radiestetę jako biegłego w jednej ze spraw. Jest traktowany jako rzemieślnik i wpisany na listę zawodów przez ministra pracy - podkreśla. Czy są jakieś badania naukowe, które potwierdzałyby skuteczność tej metody? - Najlepszym potwierdzeniem są wyniki statystyczne. Po zainstalowaniu odpromiennika wypadków nie ma - odpowiada rzecznik ZDM.

- Po pierwsze to skrzyżowanie udało się przebudować. Po drugie zaczęliśmy tam wysyłać więcej patroli. A radiesteta być może też przyczynił do poprawy statystyk. To było skoordynowane działanie - ocenia podinsp. Krzysztof Głowiński ze stołecznej drogówki.

Dr Andrzej Brzeziński z Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej pytany o "odpromienniki" tylko się uśmiecha. - Zamontowano je na kilku drogach w Polsce. Zdaje się, że statystyki na chwilę się poprawiły, a potem znowu się pogorszyły - mówi. Nie słyszał o żadnych opracowaniach naukowych na temat stosowania radiestezji w poprawie bezpieczeństwa na drogach.

Ale Hanna Gronkiewicz-Waltz pisze do radnego Maciejowskiego, że metodę uwiarygadnia literatura fachowa. Powołuje się na wydaną przez Krajową Radę Związku Działkowców książkę pt. "Radiestezja dla każdego". Maciej Maciejowski: - Sam miałem kiedyś w domu taki neutralizator. Miał zaradzić chorobom. Było to tekturowe pudło wypełnione trocinami. Nie pomogło.

Komentarze (5)
Władze stolicy uwierzyły w czarodziejskie puszki
Zaloguj się
  • fodo-modo

    Oceniono 8 razy 6

    Sprowadzić fachowca, księdza Bashobora! Niech się wypowie.

  • kura444

    Oceniono 3 razy 3

    Amulety i talizmany to zabobon, prawdziwa siła płynie ze świętych obrazów i relikwii.

  • theeagle

    0

    A ja myślałem że HGW to kobieta mocno stąpająca po ziemi....a to zabobony i talizmany.. jak my mamy pozbyć się klerykałów z Polski skoro by dalej jesteśmy na etapie przed chrztem Polski.... :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX