Klich m.in. o szefie obrony, zakupach i reorganizacji armii

PAP
26.12.2008 , aktualizacja: 26.12.2008 12:02
A A A Drukuj
Wśród zapisów programu rozwoju sił zbrojnych na najbliższą dekadę jest m.in. stworzenie stanowiska szefa obrony, a także powołanie specjalnego kolegium, w skład którego wejdą dowódcy rodzajów sił zbrojnych - mówi w wywiadzie dla PAP szef MON Bogdan Klich.
Minister ujawnia w nim kulisy prac nad utworzeniem Agencji Uzbrojenia, zapowiada na styczeń bilans obecności w Afganistanie i deklaruje, że pięć samolotów transportowych Herkules dotrze do Polski w przyszłym roku. Szef MON zdradza w rozmowie z PAP plany dotyczące m.in. zakupu bezpilotowych środków rozpoznania i samolotów szkoleniowych. Wyjaśnia, dlaczego zrezygnował z zakupu kolejnych czołgów Leopard i przekonuje do koncepcji przenosin dowództw z Warszawy "w teren". Minister zaprzecza doniesieniom o "handlu" stanowiskami szefa SGWP i dowódcy wojsk lądowych, których kadencje mijają w przyszłym roku.

PAP: Jedną z kontrowersyjnych propozycji zawartych w programie rozwoju sił zbrojnych na najbliższą dekadę jest stworzenie nowego stanowiska szefa obrony; po co wojsku kolejna "czapa"?

B.K.: Wszystkie funkcje w wojsku muszą być od siebie precyzyjnie oddzielone; dotychczasowy model tego nie gwarantował. W nowym za planowanie odpowiedzialny będzie szef Sztabu Generalnego WP, za dowodzenie operacyjne - Dowódca Operacyjny, za logistykę - szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, a za dostarczanie sił tzw. force providers - dowódcy rodzajów Sił Zbrojnych. Musi być ktoś, kto te wszystkie funkcje będzie spinał. Taką osobą ma być Szef Obrony z niewielkim sekretariatem, który będzie zabezpieczał jego funkcjonowanie. Pierwszym zastępcą Szefa Obrony ma być szef SG WP. Dodatkowo, by zintegrować działania dowódców rodzajów sił zbrojnych - planuję stworzenie z nich specjalnego kolegium. Kierowaliby nim kolejno dowódcy rodzajów sił - wojsk lądowych, marynarki wojennej, sił powietrznych i wojsk specjalnych - w ramach rocznych kadencji. Wtórną sprawą jest to, co budzi najwięcej emocji, a mianowicie lokalizacja dowództw. Przy zmienionej roli dowódców rodzajów sił i uwzględnieniu względów strategicznych nic nie stoi na przeszkodzie, by dowódca wojsk lądowych rezydował we Wrocławiu, a dowódca Sił Powietrznych w Poznaniu.

W środowisku wojskowych panuje przekonanie, że po dyslokacji dowództw większość kadry będzie zajmowała się głównie dojeżdżaniem do Warszawy na narady i odprawy...

Wystarczy, że szef kolegium dowódców będzie miał swoją siedzibę w Warszawie. A poza tym nowoczesne środki łączności pozwalają na prowadzenie telekonferencji oraz wideokonferencji.

Kiedy nowe rozwiązania mogłyby zacząć funkcjonować?

Nie wcześniej niż w 2011 r., dokładnie od 2012 r. Żeby tak się stało trzeba bowiem rozwiązać dwa okręgi wojskowe - śląski i pomorski. Spowoduje to spłaszczenie systemu dowodzenia, o czym Platforma Obywatelska pisała w swoim programie wyborczym.

W przyszły roku kończy się kadencja dowódcy wojsk lądowych i szefa SG WP, na wojskowej +giełdzie+ już krążą plotki o "handlu" i "negocjacjach"; jedna z nich głosi, że gen. Franciszek Gągor zostanie na drugą kadencję, a gen. Waldemara Skrzypczaka zastąpi gen. Edward Gruszka...

Z mojej strony nie było, nie ma i nie będzie żadnego handlowania stanowiskami. Będzie, mam nadzieję, dobry dialog z panem prezydentem. Mam nadzieję, że weźmie on pod uwagę moje dotychczasowe doświadczenia ze współpracy z generalicją.

Jak zaawansowane są prace nad pozyskaniem samolotu szkolno- bojowego? Zdecydujemy się na stary, fiński BAE Systems Hawk czy nowszy koreański T-50 Golden Eagle, a może włoski Aermacchi M-346 lub czeskim L-159?

Jest kilka propozycji, na razie nie można mówić o ofertach, bo nie ma przetargu. Podjęliśmy rozmowy z Finami i te są najbardziej zaawansowane. Rozmawiamy też z partnerami koreańskimi, ale ta oferta jest na razie najmniej znana. Zanim nie zostanie uruchomiona procedura nie mogę mówić o żadnych preferencjach. Różnica między ofertą koreańską a fińską jest taka, że ta pierwsza jest droższa, a druga - tańsza. Siłą rzeczy, bo koreańskie maszyny są nowe, fińskie - używane. Przy zakupie LIFT-a (Lead In Fighter Trainer - PAP) chcę wziąć pod uwagę trzy kryteria: cenę, jakość, oraz możliwość "polonizacji", tj. przeniesienia do Polski serwisu oraz dostarczania części zamiennych.

W wielu przypadkach wynegocjowanie ostatniego warunku będzie trudne, jeśli wręcz niemożliwe. Co wtedy?

"Polonizacja" jest bardzo ważna. Chodzi o to, by uniknąć grzechu, jaki popełniono chociażby przy umowie na samolot F-16. Do tej pory nie mamy jeszcze centrum serwisowego, takiego jakiego byśmy sobie życzyli. Nie wiadomo, kiedy deklaracja o tym, że centrum znajdzie się w Bydgoszczy będzie zrealizowana. "Polonizacja" może być warunkiem zaporowym. Przykładowo brak otwarcia na ten postulat ze strony Niemców sprawił, że odrzuciłem propozycję zakupu kolejnych czołgów Leopard. Zrobiłem to z ciężkim sercem, bo to jest dobry czołg. Polonizacja odgrywa równie ważną rolę jak dwa pierwsze kryteria. Pod tym względem, wracając do samolotów szkolno-bojowych, uzyskujemy coraz więcej.

Jak ma wyglądać system szkolenia naszych pilotów?

W przyszłości interesuje nas szkolenie pilotów i personelu naziemnego w kraju. Mamy Dęblin o 82-letniej tradycji, dobrych możliwościach, z dobrą kadrą. Jeżeli Dęblin będzie wyposażony w samolot szkolno-bojowy, a w programie rozwoju sił zbrojnych 2009- 2018 zapisaliśmy nowe skrzydło lotnictwa szkolno-bojowego właśnie tam, to szkoła będzie się rozwijać. Żeby hulała pełną parą potrzebne będzie jej otwarcie także na inne kraje, w szczególności środkowo-europejskie, które z tej oferty chciałyby korzystać.

Jak przebiega szkolenie pilotów samolotów F-16?

W przyszłym roku w Ameryce zakończymy szkolenie 46 z 48 pilotów; w kolejnym roku, czyli 2010 r. mamy osiągnąć wskaźnik: jeden pilot na jeden samolot, a w roku 2012 r. będzie 1,5 pilota na samolot. Od 2013 r. powinniśmy już mieć własny sprzęt szkoleniowy, byśmy mogli przy pomocy własnych samolotów szkolno- bojowych szkolić naszych pilotów w Polsce.

Pozostając przy tematyce samolotowej... co z dostawami samolotów transportowych C-130 Herkules? Po raz kolejny przesunięto termin przylotu pierwszej z maszyn.

Wszystkie pięć Herkulesów przyleci w przyszłym roku. Czekamy na Herkulesy w pełni zmodernizowane, takie które będą odpowiadały naszym oczekiwaniom. Chciałbym, aby Amerykanie wywiązali się z tego zobowiązania. Wówczas będzie można powiedzieć, że dla sił powietrznych mielibyśmy wszystko: Herkulesy, CASY, F-16 i modernizowane MiG-29. Zakupimy samolot szkolno-bojowy, a już uczestniczymy w programie C-17 mając dostęp do trzech Globemasterów; jest jeszcze unijny program SALIS, który musi być co prawda renegocjowany z partnerami ukraińskimi, ale wszystko wskazuje na to, że UE będzie się posługiwała dalej ich sprzętem i pilotami.

Podziel się