Jak ustalił "Dziennik", w
TVP pojawiły się informacje, że decyzja o zwolnieniu dziennikarki i wypowiedzeniu jej kontraktu już zapadła. Miało się to stać w poniedziałek na spotkaniu ze Sławomirem Siwkiem i Marcinem Bochenkiem. Oficjalnie Siwek zaprzecza.
Na zwolnienie Hanny Lis nie zgadza się nowy zarząd, który utrzymuje, że to do niego należy władza w spółce. - Słyszałem o planach wręczenia jej wypowiedzenia i takie decyzje będą nielegalne. Nie uznam jej - zapowiada w rozmowie z "Dziennikiem" Piotr Farfał, który pełni obowiązki prezesa TVP.
Sama dziennikarka zamierza w poniedziałek wrócić do pracy i zgodnie z wcześniejszymi planami poprowadzić "Wiadomości". - Prezes Urbański w rozmowie ze mną dwa tygodnie temu powiedział, że mam nie prowadzić "Wiadomości" przez najbliższe dni. Rozumiem, że skoro nikt się ze mną nie kontaktował, w poniedziałek wracam do pracy. Takie mam plany" - mówi "Dziennikowi"
Hanna Lis.
Decyzję o odsunięciu gwiazdy największego programu informacyjnego telewizji publicznej podjął 12 grudnia szef "Wiadomości" Krzysztof Rak. W uzasadnieniu napisał, że utracił do Lis zaufanie.
Odwołany niedawno wiceprezes TVP Sławomir Siwek (utrzymuje, że jest na stanowisku a odwołanie było bezprawne) nie krył, że nie jest zwolennikiem małżeństwa Lisów. W niedawnym wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" mówił: - Pan Lis nigdy nie wycofał się ze swoich olbrzymich ambicji politycznych. Całe środowisko dziennikarskie przecież wie, że chciałby kandydować w wyborach prezydenckich. A zatem dla mnie jest politykiem, a nie dziennikarzem. Każdy ma do tego prawo - on też, ale trzeba się zdecydować. Więc nie widziałem żadnego powodu, aby z pieniędzy publicznej telewizji robić mu kampanię wyborczą - mówi Siwek.