Świąteczna rzeź karpi: patroszą żywe ryby

Transportowane w nieludzkich warunkach, podduszane, patroszone żywcem, nieumiejętnie uśmiercane. W świątecznym czasie miłości, pokoju i pojednania miliony karpi przechodzą prawdziwą gehennę w drodze na wigilijny stół.
Typowy przedświąteczny obrazek w supermarketach to basen z zielonkawą wodą i kilkudziesięcioma trzepoczącymi się karpiami w zbyt małej ilości wody lub wyłożona lodem lada, z której na kupujących patrzą zimne oczy martwych ryb.

Carrefour: Nie możemy zabijać karpi w sposób humanitarny


Jak się okazuje nie zawsze martwych. W warszawskim hipermarkecie Carrefour na Targówku klientka wśród szarej masy martwych ryb wypatrzyła karpia ruszającego skrzelami. Kiedy zapytała sprzedawcę czy ta ryba jest martwa, ten zaprezentował jej rozciętą część brzuszną i puste wnętrze. Ryba próbowała jednak łapczywie złapać powietrze. - Myśmy go nie zabili, jeszcze żyje - poinformował sprzedawca.

Zszokowana klientka próbowała interweniować u kierownictwa. - W sposób humanitarny nie możemy karpi zabijać. Taki sposób nie istnieje - wyjaśnił przełożony. Był wyraźnie zirytowany, że ktoś zawraca mu głowę losem karpia. Poradził klientce, żeby zgłosiła tę sprawę gdzie chce.



Stowarzyszenie Empatia już od 6 lat próbuje uświadomić Polakom jak smutny jest los karpia w okresie świąt. Kiedy ludzi ogarnia nastrój radości i miłości, miliony ryb przechodzą prawdziwą gehennę w drodze ze stawu na wigilijny stół.

- Ból i strach to doznania wspólne dla wszystkich kręgowców. Ryby bez wątpienia to odczuwają - przekonuje prof. Andrzej Elżanowski, zoolog z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jako dowód podaje badania przeprowadzone na karasiach, bliskich kuzynach karpi. - Mają reakcję na ból, dobrze rozwinięty mózg - dodaje prof. Elżanowski.

On sam nie je karpia w święta, ale jeśli już muszą być zabijane to radzi zrobić to jednym sprawnym, szybkim uderzeniem. - To stosunkowo najbardziej humanitarny sposób - mówi Elżanowski. - Każdy chciałby szybko dostać w głowę, niż się dusić - dodaje.

Zoolog zwraca uwagę nie tylko na cierpienie karpi, ale także na demoralizację ludzi. Warto sobie postawić pytanie jak widok wypatroszonej, zakrwawionej i ruszającej się ryby wpływa na dzieci. - Złe traktowanie zwierząt demoralizuje nas samych - przekonuje i powołuje się na św. Tomasza z Akwinu.

- Rzeź ryb odbywa się przez cały rok - zwraca uwagę Dariusz Gzyra, ze stowarzyszenia Empatia. Ale skala cierpienia wzrasta w czasie świąt i jest też eksponowana publicznie, np. w dużych sklepach spożywczych. Gzyra przekonuje, że każdy ma prawo reagować widząc niehumanitarne traktowanie karpi. - Mamy prawo i obowiązek podejść do kierownika i powiedzieć co nam się nie podoba, czego się domagamy - mówi ekolog. Jako przykłady podaje choćby zbyt małą ilość wody w basenie. - Jeśli ktoś upada, to się go podnosi, bez względu na kolor skór. Czemu nie mamy tego odruchu wobec zwierząt - pyta Gzyra.

Być może ludzie przechodzą nad cierpieniem ryb obojętnie, bo go po prostu nie słyszą ich krzyków i uważają, że karpiom nie dzieje się żadna krzywda. - Ryby mają głos, tylko my go nie słyszymy. To nasza ułomność, a nie ich - kwituje ekolog.

Sytuacja zaobserwowana w hipermarkecie Carrefour nie powinna mieć miejsca nie tylko z powodów humanitarnych. Okazuje się, że jest też niezgodna z wewnętrznymi przepisami sieci, zgodnymi z unijnymi regulacjami, które stanowią, że zwierzeta nie powinny one odczuwać bólu i strachu, stąd też przed uśmierceniem muszą być ogłuszone.

Biuro prasowe sieci Carrefour w Polsce przesłało do portalu Gazeta.pl wyjaśnienie, z którego wynika, że we wszystkich sklepach obowiązuje procedura ogłuszania karpi. Zgodnie z nią "przeszkolony pracownik zabiera karpia umieszczonego w worku do wyznaczonego miejsca, gdzie ogłusza rybę jednym uderzeniem młotka w górną krawędź głowy. Następnie pracownik przepakowuje rybę do wcześniej przygotowanego worka z etykietą cenową".

Skąd więc żywy, wypatroszony karp na stoisku rybnym na Targówku? I dlaczego pracownicy sklepu nie przejęli się skargą klientki? Monika Kalinowska z biura prasowego Grupy Carrefour Polska powiedziała nam, że kierownictwo sieci musi się dokładnie zapoznać ze sprawą i wtedy będzie się mogło ustosunkować do zarzutów klientki.



Ekolodzy dostrzegają jednak minimalną poprawę, jeśli chodzi o sprzedaż karpi. - Jest troszeczkę lepiej niż rok czy dwa lata temu. Ale prawa zwierząt są cały czas łamane - mówi Anna Szwapczyńska z Fundacji Viva! Fundacja opisuje problem na stronie krwaweswieta.pl. - Karpie są stłoczone, poranione, transportowane w nienapowietrzonej wodzie - wymienia Szwapczyńska. Jej fundacja chce wprowadzić ustawowy zakaz sprzedaży żywych karpi. Konsumentom radzi kupować martwe ryby. - To bardzo konkretne działanie które możemy zrobić - dodaje.

Czy powinno się wprowadzić zakaz sprzedaży żywych karpi?