- W sprawie Kuklińskiego jest minimalna ilość inicjatyw ze strony Wojska Polskiego - ocenił. Zdaniem Romaszewskiego jest to spowodowane tym, że w wojsku "pozostaje część PRL-owskiej kadry" i odgrywa w nim istotną rolę.
- Uważam, że to, co może być jawne, powinno być jawne - w ten sposób wicemarszałek Senatu skomentował odtajnienie ponad tysiąca stron dokumentów z raportami o przygotowaniach do stanu wojennego w Polsce, przekazywanymi do
USA przez Kuklińskiego, który współpracował z wywiadem amerykańskim.
Według Romaszewskiego "nie ma problemu", żeby ujawniać "ruchy wojsk sprzed ponad 26 lat". Podkreślił, że raporty Kuklińskiego zostały upublicznione dopiero teraz i tylko częściowo, bo pojawiają się w nich "sposoby działania amerykańskiego wywiadu". - Ileś czasu wymaga, żeby było to tajne - podkreślił.
Dodał, że duża część agentury z tamtego czasu może być jeszcze aktywna. - Teraz to ulega zmianie, a więc można coraz więcej ujawniać - zaznaczył.
Zdaniem Romaszewskiego to, że nie ZSRR, a polskie władze dążyły do wprowadzenia stanu wojennego jest wiadome od dawna. Przypomniał, że dokumenty z archiwum Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego na ten temat były opublikowane w książce Władimira Bukowskiego pt. "Moskiewski proces".
Nie wszystkich da się przekonać W jednym z raportów ujawnionych w czwartek przez CIA pułkownik Kukliński pisze, że władze ZSRR chciały uniknąć interwencji w Polsce, ale też "czyniły bardzo intensywne i konkretne przygotowania" w tym kierunku.
Jak podkreślił Romaszewski, niektórych osób - szczególnie związanych z aparatem władzy PRL nie uda się przekonać, że to jest prawda. "Część komunistów nie uwierzyła jeszcze w Wielki Głód na Ukrainie" - dodał.
Według wicemarszałka Senatu działalność Kuklińskiego "godzi w interesy i image gen. Wojciecha Jaruzelskiego" oraz jego środowiska. "Nikt ich nie przekona, że Kukliński to był bohater narodowy. Jest ogromna ilość ludzi, którzy skompromitowali się w czasie stanu wojennego i oni nigdy tego nie uznają" - ocenił.
Romaszewski pytany dlaczego rząd USA, mimo otrzymania od Kuklińskiego informacji o przygotowaniach do stanu wojennego, nie ostrzegł "Solidarności" powiedział, że Waszyngton uważał, iż groziłoby to wybuchem "dużej awantury zbrojnej".
- To była ich zasadnicza obawa. Nie chcieli, aby w Polsce wybuchło wielkie powstanie. Nie mieli zaufania, że ''Solidarność'' ma wystarczająco dużo rozsądku, mając taki wzorzec jak
Lech Wałęsa na jej czele - zaznaczył.