Na pytanie, co zrobić, by represje Chin wobec Tybetańczyków ustały, odparł, że "jeśli spojrzeć wąsko", to sprawa wydaje się beznadziejna, jednak solidarność okazywana Tybetańczykom na świecie - także przez niektórych chińskich intelektualistów i studentów - pozwala mieć nadzieję.
Podkreślił, że nie chce, by słuchający mieli wobec niego zbyt dużych oczekiwań. - Chcę, abyśmy odnosili się do siebie jak człowiek do człowieka - mówił do słuchaczy.
Dalajlama kilkakrotnie wzywał do oczyszczenia umysłu i praktykowania współczucia także wobec tych, do których nie żywi się przyjaznych uczuć.
Na koniec zwrócił się do słuchaczy: - Jeśli uznaliście to, co mówiłem, za interesujące, rozwijajcie to sami, jeśli uznaliście, że to, co mówiłem, jest bez znaczenia, po prostu zapomnijcie.
Wcześniej Dalajlama odwiedził
Sejm, a wczoraj rozmawiał z prezydentem Kaczyńskim.
Chińczycy grożą polskim władzom jak Sarkozy'emu Mimo że spotkanie z Lecham Kaczyńskim miało charakter prywatny, Chiny wystosowały protest. Pytany o protest Chin Dalajlama odpowiedział ironicznie, że już jest rutyną, iż wszędzie tam, gdzie się pojawia spotyka "go chińskie błogosławieństwo", właśnie w postaci protestu. - To błogosławieństwo - jak mówił Dalajlama - dotyka nawet europejskie i amerykańskie uczelnie.
Polski ambasador w Chinach został wezwany w trybie pilnym do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Pekinie. Rano rzecznik chińskiego MSZ Liu Jianchao poinformował, że Chiny przekazały oficjalny protest ambasadzie Polskiej w Pekinie, wyrażając tym samym głębokie niezadowolenie z faktu spotkania Lecha Kaczyńskiego z Dalajlamą. Podobnie zareagowały chińskie władze po spotkaniu w Gdańsku Nicolasa Sarkozy'ego z Dalajlamą.
Z kolei dziś stołecznym radnym PiS-u i
SdPl nie udało się na przeforsować wniosku o nadanie rondu na skrzyżowaniu Kasprzaka i al. Prymasa Tysiąclecia nazwy Wolnego Tybetu. Inicjatywy wystraszyli się radni Platformy po groźbach ze strony chińskiego ambasadora.