- W Warszawie od lat jest bardzo źle - tak Konsultant Krajowy w Dziedzinie Medycyny Sądowej komentuje nasze doniesienia o postępowaniu ze zwłokami w Zakładzie Medycyny Sądowej przy ul. Oczki. Rektor Uniwersytetu Medycznego powołał dziś specjalną komisję, która ma się zająć tą sprawą. Ministerstwo Zdrowia milczy.
Do Zakładów Medycyny Sądowej trafiają zmarli, których - z różnych powodów - czeka sekcja zwłok. Radio TOK FM ujawniło, że ciała w takich zakładach przechowywane są w skandalicznych warunkach.
Gdy opisaliśmy historię pana Andrzeja , który chciał zobaczyć ciało swojego tragicznie zmarłego syna, a zobaczył "stos zwłok i ciała porzucane jedne na drugich" skontaktował się z nami m.in. dr hab. Cezary Wojcik, profesor pomocniczy uniwersytetu stanowego w Indianie.
- Sytuacja w Warszawie od lat była zła - potwierdza. - Studiowałem tu w latach 1987-94 i wiem, co wówczas się działo. Podejrzewam, że wiele się nie zmieniło - mówi dr Wójcik.
Jak opowiada, miał zajęcia m.in. w zakładzie Anatomii Patologicznej, w budynku przy rogu ulic: Chłubińskiego i Oczki. - Trafiały tam zwłoki pacjentów, którzy zmarli w Szpitalu Dzieciątka Jezus. W moich czasach ten zakład nie miał chłodni. Jak się przychodziło po weekendzie, kiedy w szpitalu było dużo zgonów, zwłoki leżały jedne na drugich - opowiada.
W Zakładzie Medycyny Sądowej nie było lepiej. - Smród rozciągał się na całą ulicę, na ścianach były roje much - relacjonuje dr Wójcik. Opowiada także o sekcjach zwłok, które widział. - Sekcję przeprowadzał lekarz lub studenci. Później lekarz odchodził, a zwłoki zaszywał szeregowy pracownik prosektorium. To było oczywiste dla nas, jako studentów, że pracownicy szeregowi cały czas byli pijani. Uważało się, że jest to metoda, by wytrzymać pracę w tych warunkach - mówi.
Uniwersytet powołuje komisję
Za to, co dzieje się w opisywanym przez nas zakładzie przy ul. Oczki, odpowiada Warszawski Uniwersytet Medyczny (dawniej Akademia Medyczna). Prof. dr hab. Marek Krawczyk - rektor WUM po ujawnieniu przez TOK FM skandalicznego traktowania ciał zmarłych, powołał na uczelni komisję ds. wyjaśnienia zarzutów dotyczących Zakładu Medycyny Sądowej.
- Przed kilkoma tygodniami została zatwierdzona modernizacja zaplecza chłodniczego Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej. To sprawi, że warunki działalności Zakładu będą znacznie lepiej dostosowane do narastających potrzeb. Koszt tej modernizacji jest finansowany z m.in. rezerwy Rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jesteśmy również w trakcie składania projektu kompleksowego remontu całego budynku i otocznia Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej. Chcemy pozyskać środki finansowe z funduszy strukturalnych - twierdzi Marta Wojtach, rzeczniczka WUM.
Prof. dr hab. n. med. Barbara Świątek, Konsultant Krajowy w Dziedzinie Medycyny Sądowej sprawę zakładu przy ul. Oczki zna nie tylko z doniesień prasowych. - W Warszawie od lat jest bardzo źle - mówi.
Warszawski zakład jest jednym z największych w Polsce, trafia tu nawet dwa razy więcej zwłok niż do innych placówek zarządzanych przez akademie medyczne.
Dlaczego sobie nie radzi? Zdaniem prof. Świątek wszystko rozbija się o pieniądze. - Gdyby Ministerstwo Zdrowia nie skąpiło na działalność zakładów, mogłoby pracować tam więcej ludzi i jakość ich "usług" mogłaby być lepsza - możliwa byłaby np. tanatopraksja, czyli przywrócenie nawet mocno zmasakrowanym zwłokom poprzedniego wyglądu.
Większość zakładów jest od lat niedoinwestowana. To głównie stare budynki, które nie spełniają wymogów sanitarnych. Wprawdzie we Wrocławiu udało się zrobić nowy zakład, ale jak mówi prof. Świątek trzeba było "wydrzeć pieniądze Ministerstwu Zdrowia z gardła". Lepiej jest już w Krakowie, ale na poprawę warunków zdecydowano się dopiero po skargach mieszkańców na nieprzyjemny zapach. W Szczecinie również powstało nowe prosektorium. Ale w całej Polsce takich ośrodków, prowadzonych przez akademie medyczne jest dziesięć.
Helsińska Fundacja prosi o interwencję
Szokującym traktowaniem zwłok zajęła się także Helsińska Fundacja Praw Człowieka. - Trafiały do nas sygnały od rodziców, którym w tragicznych okolicznościach zmarły dzieci, a ich ciała poddawane były sekcji - mówi Adam Bodnar z HFPC. - Kiedy chcieli oni zobaczyć swoje dziecko przed pogrzebem, w trumnie znajdowali ciała, które nie były pozszywane. Były w stanie daleko odbiegającym od tego, czego powinniśmy się spodziewać - dodaje.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka kilka miesięcy temu zwróciła się w tej sprawie do Ministra Zdrowia i Ministra Sprawiedliwości. - Instytucje te odpowiedziały nam, że faktycznie w polskim prawie brak jest regulacji, brak jest sprecyzowania co należałoby z ludzkimi zwłokami zrobić, do jakiego stanu należałoby je doprowadzić - mówi Bodnar.
- W oficjalnych odpowiedziach uzyskaliśmy zapewnienie, że odpowiednie działania prawotwórcze zostaną podjęte - podkreśla.
Na prośbę resortu zdrowia prof. Świątek wydawała opinię w sprawie uregulowań prawnych dotyczących traktowania ciał w zakładach medycyny. Opinię, z której wynika, że nie ma w Polsce prawa, które określałoby co można, co należy, a co jest zakazane w postępowaniu ze zwłokami w zakładach medycyny sądowej.
Takie szczegółowe wytyczne obowiązują np. w szpitalach. Tu - jeśli mamy zastrzeżenia do pracy personelu, możemy się na te przepisy powołać. W przypadku zmarłych po sekcjach trafiających do zakładów medycyny sądowej takiej możliwości nie ma, bo nie ma przepisów, które można by złamać.
Prof. Świątek twierdzi jednak, że i tak wszystko zależy od ludzi, którzy w zakładach pracują. - Dla laborantów sekcyjnych są specjalistyczne kursy, ale wszystko i tak zależy od konkretnego człowieka - dodaje prof. Świątek.
Będzie nowa ustawa?
Udało się nam ustalić, że 16 października minister zdrowia Ewa Kopacz wystąpiła do Ministra Infrastruktury o powołanie zespołu, który miałby stworzyć projekt ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Ten, który obowiązuje jest z 1959 r. i nijak się ma do naszej rzeczywistości. Być może w nowym mogłyby się znaleźć zapisy o Zakładach Medycyny Sądowej.
Były minister zdrowia Marek Balicki uważa, że inicjatywa legislacyjna leży po stronie minister Kopacz. - W prawie są luki, które trzeba uzupełnić - mówi.
Od dwóch dni staramy się uzyskać od Ministerstwa Zdrowia informację, komu Zakłady Medycyny Sądowej podlegają, kto je nadzoruje i kto ponosi odpowiedzialność za to, co się tam dzieje.
Na początku ministerstwo odesłało do inspektoratu sanitarnego. Dariusz Rudaś, dyrektor powiatowego inspektoratu w Warszawie był zdziwiony - Przecież my zajmujemy się żywymi - usłyszał od niego reporter radia TOK FM.
Potem wspomnianego dokumentu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka szukano przez kilka godzin. Dziś trzy wydziały- prawny, organizacyjny i edukacyjny - szukały odpowiedzi na pytania dziennikarzy radia TOK FM i Gazeta.pl. Na razie bezskutecznie - ministerstwo w żaden sposób nie skomentowało sprawy nieprawidłowości w warszawskim zakładzie.