- Wszystko potwierdziło moje słowa, które być może były przerysowane. Mam skłonność do pewnej ironii: czasami uważam, że można zrobić mniej i więcej bólu zadać niż ostrym napiętnowaniem - tłumaczył marszałek.
- Oczywiście, mogłem grzmieć wtedy i na kancelarię prezydenta Kaczyńskiego i na stronę gruzińską, że to
skandal. Powiedziałem to cienko - wizyta nienajlepsza, na szczęście zamach okazał się nie być zamachem - wyjaśniał Komorowski. Podkreślał wielokrotnie, że najważniejsze - dla prezydenta, byłego premiera, czy Biura Bezpieczeństwa Narodowego - powinno być wyjaśnienie, co dokładnie stało się w Achałgori i kto za tym stoi, a nie uznawanie jego samego za "prawie winnego".
- Zamiast domagać się wyjaśnień od strony gruzińskiej pan
Jarosław Kaczyński woli wskazać, że "prawie że winnym" za stworzoną sytuację jest marszałek Komorowski - mówił w Programie Pierwszym PR marszałek.
Według prezesa
PiS Jarosława Kaczyńskiego, wypowiedź Komorowskiego była "skrajnie szkodliwa dla polskiego życia publicznego".
Gosiewski: Komorowski żałował, że prezydent przeżył Na wczorajszej konferencji prasowej w Sejmie
Przemysław Gosiewski, zgłaszając wniosek o odwołanie Komorowskiego, tłumaczył go tak: "uznaliśmy, że przebrała się miarka". Ocenił, że marszałek wypowiadał się arogancko i żałował, że snajper nie strzelił "obok głowy prezydenta".
- Nie możemy pozwalać na łamanie zasad parlamentaryzmu. Nie możemy zgodzić się na naruszanie regulaminu Sejmu i dóbr osobistych wielu posłów opozycji - mówił Gosiewski.