Zaplanowany na 12.30 mongolskiego czasu (5.30 czasu polskiego) odlot samolotu rządowego z prezydentem Lechem Kaczyńskim z Ułan Bator do Japonii opóźnił się z powodów technicznych. Samolot został przewieziony do hangaru, aby odmrozić skrzydła. Polska delegacja z Lechem Kaczyńskim udała się do Japonii wyczarterowanym samolotem. Na pytanie, jakie są koszty czarteru, Michała Kamiński odpowiedział, że 130 tys. dolarów.
Prezydent miał wylądować w Osace przed godz. 11 polskiego czasu (18.45 japońskiego). Stąd delegacja miała udać się do dawnej stolicy Japonii - Kioto. Wieczorem prezydent nie miał zaplanowanych żadnych spotkań. W czwartek w Tokio para prezydencka ma zostać przyjęta przez cesarza Akihito i cesarzową Michiko. W piątek prezydent uda się do Seulu. W niedzielę
Lech Kaczyński z żoną wrócą do Polski.
Kamiński: Nie zmienimy głównych punktów wizyty Kamiński pytany o polski samolot powiedział, że z tego co mu wiadomo, doszło do awarii jednego z ważnych systemów, który ma związek z kwestią odladzania. Jak dodał, samolot był niezdolny do dalszego lotu, dlatego Kancelaria Prezydenta wyczarterowała samolot amerykański należący do mongolskiej firmy. - Tym samolotem pan prezydent i cała delegacja, dziennikarze, udali się do Japonii - dodał.
Pytany, czy tym samolotem prezydent poleci w dalszą podróż (w planach wizyty jest jeszcze Korea Pd.) Kamiński odparł: - Zobaczymy.
Dodał, że na razie nie ma wiadomości, ile będzie trwała naprawa samolotu. Jeśli - jak mówił - będzie to trwała odpowiednio krótko, samolot specjalny poleci po prezydenta i Lech Kaczyński wróci nim do Polski. - Jeśli nie, będziemy - jako Kancelaria - na każdy odcinek lotu pana prezydenta czarterować kolejne samoloty - podkreślił.
Według Kamińskiego, awaria samolotu nie zmieniła "dramatycznie" wizyty. Zapewnił, że jej główne punkty się odbędą.
Prestiż państwa wymaga wymiany samolotów... Minister przyznał, że samoloty rządowe wymagają generalnej wymiany. - To co się stało prezydentowi, mogło się stać premierowi, marszałkowi Sejmu, Senatu, ministrowi spraw zagranicznych - bo oni tymi samolotami podróżują - mówił.
Jak podkreślił, "to powinno być przedmiotem wolnego od politycznej demagogii, ponadpartyjnego consensusu". - Prestiż państwa polskiego jednak wymaga, żeby nasi czołowi politycy latali bezpiecznie - zaznaczył.
Według Dariusza Sienkiewicza, szefa sztabu 36. specjalnego pułku lotnictwa transportowego, najpóźniej za trzy dni rządowy TU-154, który zepsuł się w Mongolii, zostanie naprawiony.
W maszynie zepsuł się sensor systemu synchronizacji położenia i przemieszczenia tzw. klap przyskrzydłowych. Oznacza to, że urządzenie, które powinno sterować klapami, przestało działać.