Niespokojny piątek w Bombaju czytaj relację minuta po minucie
Prestiżowy hotel to ostatnie miejsce, gdzie po ponad 50 godzinach od pierwszego ataku ukrywali się zamachowcy, stojący za atakami na cele w gospodarczej stolicy Indii.
Według obecnego na miejscu korespondenta Agence France Presse strzelanina wybuchła około 4.00 rano czasu miejscowego po kilku godzinach relatywnego spokoju. Wcześniej indyjskie służby podały, iż w budynku ukrywa się jeszcze trzech bardzo dobrze uzbrojonych ekstremistów.
Według telewizji CNN w zaatakowanych w środę przez terrorystów dziewięciu miejscach w Bombaju zginęło 160 osób, a rannych zostało 327 osób.
Jak poinformowały indyjskie siły bezpieczeństwa, w zamachach zginęło co najmniej 15 cudzoziemców, a kilkudziesięciu odniosło obrażenia. Wśród zabitych obcokrajowców jest m.in. dwoje Amerykanów, Włoch, Brytyjczyk, dwóch Francuzów i pięciu obywateli Izraela.
Odbity ośrodek żydowski, 5 zakładników zabitych W piątek indyjscy komandosi przeprowadzili operację odbijania zakładników w religijnym ośrodku żydowskim Chabad-Lubawicz. Ataku dokonali przy użyciu materiałów wybuchowych. Wcześniej opuścili się z helikopterów na dach budynku.
- Odzyskaliśmy pierwsze piętro, kiedy z wyższej kondygnacji rzucono granat. Terroryści zabili wtedy trzech zakładników - powiedział szef indyjskich antyterrorystów J.K. Dutt. Dodał, że gdy komandosi opanowywali kolejne piętra, dwaj dalsi zakładnicy zostali zabici na trzecim piętrze. Wśród ofiar jest rabin Gavriel Noah Holtzberg i jego żona Rivka.
W akcji zginęło dwóch terrorystów. Nie wiadomo, ilu było zamachowców. Ambasador Izraela w Indiach Mark Sofer zaprzeczył doniesieniom, jakoby izraelscy komandosi uczestniczyli w akcji odbijania żydowskiego ośrodka.
93 osoby uwolnione z hotelu Trident Z kolei co najmniej 93 osoby, w większości cudzoziemców, uwolniono w piątek z hotelu Trident-Oberoi w Bombaju. Po wejściu do hotelu komandosi znaleźli 30 ciał zabitych zakładników. Trident- Oberoi to drugi, obok Taj Mahal,
luksusowy hotel, który był celem środowych zamachów. Według ostatnich danych Taj Mahal jest już pod kontrolą komandosów. W tym hotelu znaleziono 50 ciał.
Europoseł Jan Masiel wraca do Polski Tymczasem europoseł Jan Masiel powiedział w piątek po południu PAP, że na godz. 2.00 czasu lokalnego (21.30 czasu polskiego) planowany jest wylot z Bombaju samolotu francuskich sił powietrznych, który ma wziąć na pokład ok. 200 osób. On sam opuści Bombaj godzinę później, samolotem rejsowym. Z kilkunastoosobowej delegacji Parlamentu Europejskiego Bombaj opuściło do piątku 5 europosłów.
Indie oskarżają Pakistan, Pakistan zaprzecza Za zamachy w Bombaju minister spraw zagranicznych Indii Pranab Mukherjee obciążył "elementy" w Pakistanie. Wezwał Islamabad do zlikwidowania infrastruktury, która służy rebeliantom.
Pakistan kategorycznie zaprzeczył jakimkolwiek powiązaniom z tymi atakami i zdecydowanie je potępił. Władze Pakistanu poinformowały, że szef służb wywiadowczych gen. Ahmed Shujaa Pasha uda się do Indii, by pomóc w śledztwie.
Pakistańskie MSZ oświadczyło, że po atakach trzeba umocnić współpracę antyterrorystyczną z Delhi. "Pakistan jest gotów współpracować z rządem Indii na każdym szczeblu" - zadeklarował szef pakistańskiej dyplomacji Shah Mehmood Qureshi.
Oświadczył, że Indie i Pakistan powinny połączyć wysiłki, by zwalczyć wspólnego wroga, i zaapelował do Delhi, by nie rozgrywało spraw politycznych w związku z zamachami w Bombaju.
Szef francuskiej dyplomacji Bernard Kouchner powiedział, że rząd w Islamabadzie nie jest zamieszany w zamachy terrorystyczne w Bombaju, nawet jeśli być może mają z nimi związek obywatele tego kraju.
Czempiński: Akcja antyterrorystów nieudolna W rozmowie z PAP były szef Urzędu Ochrony Państwa gen. Gromosław Czempiński ocenił, że akcja antyterrorystów w Bombaju została źle przygotowana i trwała zbyt długo.
Zdaniem szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Władysława Stasiaka zamachy w Bombaju mogą świadczyć, że terroryzm przenosi się poza Europę i
USA. Stasiak zapewnił, że nie ma sygnałów o tym, by zagrożenie atakami terrorystycznymi w Polsce wzrosło.
Do środowych aktów terroru przyznała się mało znana do tej pory organizacja Mudżahedini Dekanu. Jest ona prawdopodobnie związana z ugrupowaniem Indyjskich Mudżahedinów, znanych z wielu ataków terrorystycznych, jakie przeprowadzali na terenie Indii. Według indyjskich mediów Mudżahedini Dekanu to fikcyjna nazwa grupy mającej powiązania z pakistańskimi ekstremistami oraz Al-Kaidą Osamy bin Ladena.