Zamachy w Bombaju - co wydarzyło się wczoraj?
Walki o siedzibę ośrodka żydowskiego Kilka godzin wcześniej komandosi opuścili się na dach budynku z helikopterów. Według agencji AP, komandosi już dwie najwyższe kondygnacje budynku. W okolicach budynku słychać strzały i eksplozje - pisze AFP.
Jak dotąd nie ma doniesień o losie ewentualnych zakładników w budynku. Nieznana jest też ich liczba - media informowały o 8-10 osobach w ośrodkach i trzech, którym udało się uciec.
Media krytykują akcje - Akcja opanowania zaatakowanych budynków potrwa jeszcze najwyżej kilka godzin - mówił rano gen. S. Thamburaj z indyjskiej armii. Jednak indyjskie media dyskutują na temat przebiegu akcji odbijania budynków.
"W telewizji komentatorzy miotają się między zachwytem nad akcją przeprowadzaną na wielką skalę przez komandosów (właśnie komentator TimesNow krzyczał: "Naród powienien wstać i zasalutować tym dzielnym ludziom w mundurach"), a niezrozumieniem dlaczego to trwa tak długo, dlaczego od ponad 24 godzin armia powtarza co jakiś czas, że wyczyściła hotele z terrorystów, gdy w tym samym czasie słychać wymianę strzałów. Dlaczego Nariman House jest wciąż okupowany" - pisze na
swoim blogu dziennikarz Radosław Leniarski.
"Jedna ze stacji stawia pytania: Dlaczego komandosom zajęło 12 godzin, aby się dostać w pobliże pola akcji. Wezwano ich około północy z środy na czwartek, dwie i pół godziny po pierwszym ataku w Mumbaju. Trzy godziny minęły zanim wyruszyli ze swojej bazy, następne trzy godziny się przemieszczali do Mumbaju. Nie mieli map otoczenia pola walki, nie mieli dokładnych planów hoteli. Nie znali sytuacji na miejscu. A desant na Nariman House przeprowadzili dopiero dziś rano!" - relacjonuje.
Zamachy na turystów, Bombaj płonie. Kliknij w zdjęcie, aby obejrzeć galerię: