Raport o strzałach przy prezydencie: O zmianach w planie wizyty wiedział tylko Lech Kaczyński

ga
27.11.2008 , aktualizacja: 28.11.2008 09:04
A A A Drukuj
Limuzyna, którą z Tbilisi jechali prezydent Polski Lech Kaczyński i prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili. Gruzja, 23.11.2008 r. Fot. Kancelaria Prezydenta RP PAP Limuzyna, którą z Tbilisi jechali prezydent Polski Lech Kaczyński i prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili. Gruzja, 23.11.2008 r.
Z całej polskiej delegacji w Gruzji o wyjeździe na kontrolowany przez Rosjan posterunek wiedział jedynie Lech Kaczyński. O zamiarach prezydentów Polski i Gruzji nie wiedziało nawet najbliższe otoczenie Lecha Kaczyńskiego, nie mówiąc już o chroniących głowę państwa oficerach BOR. To wnioski z udostępnionego na stronie Kancelarii Premiera raportu oceniającego incydent ze strzałami w pobliżu polskiego prezydenta.

CZYTAJ: Rządowy raport: Jak wyglądała wizyta prezydenta w Gruzji?



W raporcie o incydencie w Gruzji, który znalazł się na stronach KPRM, nie znalazły się słowa o "prowokacji" czy "gruzińskich strzałach na granicy". Jednak - przygotowany przez służby specjalne - dokument stawia poważne zarzuty organizatorom gruzińskiej wizyty Lecha Kaczyńskiego.

Przebieg wizyty odbiegał od programu. Zaczęło się w samolocie....

Już początek wizyty mógł zaskoczyć stronę polską i ochroniarzy Lecha Kaczyńskiego. Dopiero na pokładzie samolotu do Tbilisi BOR dowiedział się o dodatkowym punkcie programu wizyty - wyjeździe do obozu dla uchodźców. We wnioskach z raportu czytamy, że BOR miał za mało czasu na właściwe przygotowanie wizyty pod względem bezpieczeństwa.

Prezydenta nie było na lotnisku...

Zaraz po wylądowaniu okazało się, że na lotnisku - wbrew zapowiedziom - nie ma gruzińskiego prezydenta. Polska delegacja musiała jechać do Pałacu Prezydenckiego w Tbilisi. Tę akurat drogę kolumna samochodów polskiej delegacji pokonała "zgodnie z obowiązującymi procedurami bezpieczeństwa". Jednak, gdy tylko kolumna z prezydentami wyruszyła w drogę, zaczęły się kłopoty.

"Bez kontaktu wzrokowego z limuzyną prezydentów"

Samochód BOR został skierowany na koniec kolumny, bez kontaktu wzrokowego z limuzyną prezydentów. "Według informacji oficerów BOR gruziński kierowca nie posiadał żadnych środków łączności oraz nie chciał poinformować ich o celu podróży". Czyli BOR-owcy nie wiedzieli gdzie dokładnie jadą i nie mieli żadnego kontaktu z ochranianym przez nich prezydentem. Autorzy raportu piszą wręcz, że "w opinii funkcjonariuszy BOR, gruzińska ochrona celowo blokowała samochód z polską ochroną".

Kolejna zmiana planu. Pasterze przepędzają zwierzęta!

BOR-owcy nie dowiedzieli się zatem, że prezydenci - już w czasie podróży do obozu uchodźców - podjęli kolejną decyzję o zmianie planu. W samochodzie Saakaszwili zaproponował Lechowi Kaczyńskiemu nowy punkt programu: wizytę w regionie, w którym Osetyńczyków i wspierających ich Rosjan nie powinno już być - a są. Polski prezydent się zgodził i kolumna skręciła w wąską górską drogę.

Wygląda na to, że z Polaków o tej zmianie wiedział jedynie Lech Kaczyński. Nie wiedzieli bowiem o niej członkowie delegacji, pracownicy ambasady, protokołu dyplomatycznego ani BOR. "Podjęta ad hoc decyzja (...) wiązała się z przejazdem droga nierozpoznaną i niezabezpieczoną przez ochronę gruzińską" - podkreślają autorzy raportu. Kolumna musiała się na przykład zatrzymywać, bo pasterze przepędzali przez drogę zwierzęta...

Zmiany planu nie znali nawet ministrowie

Co ciekawe o zmianach w planie wizyty i szczegółach incydentu na posterunku nie wiedzieli nawet, towarzyszący Lechowi Kaczyńskiemu, prezydenccy ministrowie. W raporcie czytamy, że dopiero po wszystkim "ministrom z Kancelarii Prezydenta udało się telefonicznie połączyć z Prezydentem RP". Lech Kaczyński dopiero wówczas, po strzałach, po wycofaniu się konwoju sprzed posterunku, poinformował swoich najbliższych współpracowników, że "w trakcie jazdy" prezydent Gruzji "dodatkowo zaproponował mu wyjazd w region Achałgori". W czasie całej podróży Lecha Kaczyńskiego nie chronił BOR. Polscy oficerowie znaleźli się przy prezydencie dopiero wówczas, gdy kolumna dotarła w końcu do obozu dla uchodźców w Matechi

Niezrozumiałe fakty

Autorzy raportu zwracają szczególną uwagę na "niezrozumiałe fakty" towarzyszące incydentowi na posterunku granicznym:

- Przesunięcie busa z dziennikarzami na czoło kolumny, w momencie kiedy wjeżdżała ona w rejon podwyższonego ryzyka. ("Z doniesień prasowych wynika, że taki zabieg miał ułatwić dziennikarzom zobaczenie jak prezydenci wysiadają z samochodu")

- Wyjście prezydentów z samochodu, kilkadziesiąt sekund po zatrzymaniu kolumny, kiedy strona gruzińska nie miała czasu na zabezpieczenie terenu.



- Niezastosowanie przez gruzińską ochronę standardowej procedury ochrony VIP, kiedy padają strzały (osłonięcie i położenie osoby chronionej na ziemię oraz zlokalizowanie źródła zagrożenia)



To nie był zamach

Cały raport dla premiera - zobacz dokument



"Incydent nie miał charakteru zamachu na prezydentów bądź jednego z nich" - podkreślają autorzy rządowego raportu. Podkreślają jednak, że w czasie przygotowań i przebiegu wizyty Lecha Kaczyńskiego "wystąpiły niedostatki organizacyjne" , które zagroziły bezpieczeństwu polskiego prezydenta."

Podziel się