Deweloperzy wołają: SOS

Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD) zwrócił się do rządu o pomoc w związku z kryzysem finansowym - dowiedziała się "Gazeta". Czego oczekują deweloperzy?
Szybkiego złagodzenia ustawowych warunków, od których zależy uzyskanie budżetowej dopłaty do kredytu mieszkaniowego. Dzięki tej dopłacie - mniej więcej połowy odsetek przez osiem lat spłaty - kredyt w złotych jest tańszy od kredytów we frankach szwajcarskich.

PZFD postuluje:

?  dopłatę także dla tzw. singli, a nie jak obecnie wyłącznie dla rodzin i osób samotnie wychowujących dzieci;

?  zniesienie limitu powierzchni mieszkań i domów (obecnie odpowiednio: 75 i 140 m kw.); pozostałby limit powierzchni objętej dopłatą, ale byłby on taki sam dla mieszkań i domów - 70 m kw. (obecnie dopłata obejmuje w pierwszym przypadku 50 m kw., a w drugim - 70 m kw., a od nadwyżki w metrażu trzeba zapłacić pełne odsetki);

?  podwyższenie limitu kosztowego o 60-70 proc. powyżej GUS-owskiego wskaźnika kosztu budowy w województwie lub mieście wojewódzkim (obecnie cena mieszkania nie może przekroczyć o więcej niż 30 proc. tego wskaźnika);

?  objęcie systemem dopłat tylko nowo budowanych mieszkań i domów (obecnie państwo pomaga także tym, którzy kupują mieszkania i domy na rynku wtórnym).

Jacek Bielecki z zarządu PZFD przyznaje, że chodzi o ożywienie popytu na nowe mieszkania, bo zamarł on wskutek zaostrzenia przez banki warunków udzielania zwykłych kredytów (wzrosły marże, a w konsekwencji - oprocentowanie, banki zaczęły wymagać wkładu własnego, a niektóre, np. Millennium, wycofały się z tanich kredytów we frankach). Ponadto większość nowych mieszkań nie spełnia kryterium kosztowego. Wprawdzie już tylko na podpis prezydenta czeka nowelizacja ustawy, która podniesie GUS-owski wskaźnik o 40 proc. Ale według PZFD ta podwyżka niewiele zmieni. Np. w Warszawie - jak nam policzyła firma doradcza Reas - systemem dopłat będzie objęte niespełna co czwarte nowe mieszkanie (w cenie do 7,1 tys. zł za m kw.). W innych aglomeracjach, np. we Wrocławiu, ten odsetek będzie jednak mniejszy.

Tymczasem najwięksi deweloperzy, m.in. J.W. Construction, Dom Development czy Polnord, kończą rozpoczęte inwestycje, a równocześnie zapowiadają, że dopóki sytuacja na rynku się nie poprawi, wstrzymają budowę tysięcy planowanych mieszkań. Część firm, aby uratować się przed bankructwem, będzie zmuszona sprzedawać je nawet po kosztach, a niektórzy deweloperzy najpewniej nie przetrwają kryzysu.

- Budownictwu mieszkaniowemu grozi zapaść. Jeśli rząd jej nie zapobiegnie, skutki odczuje cała gospodarka - ostrzega Bielecki.

Niewykluczone, że postulaty deweloperów były rozpatrywane w czasie narady poświęconej kryzysowi, która miała się odbyć wczoraj wieczorem w kancelarii premiera. Zaproszono na nią m.in. wiceministra infrastruktury Piotra Stycznia, który reprezentował rząd w Sejmie w czasie prac nad ustawą o dopłatach do kredytów. Styczeń przyznał w rozmowie z "Gazetą", że realny jest pomysł objęcia dopłatami osób samotnych, o ile byłoby to ich pierwsze mieszkanie. O wiele mniej podoba mu się podniesienie progu kosztowego. - Może kolejne 10 pkt proc. powyżej wskaźnika GUS byłoby do zaakceptowania, ale nie więcej. Obawiam się, że wyższa podwyżka miałaby charakter cenotwórczy. Deweloperzy nie byliby zainteresowani obniżaniem cen do racjonalnego poziomu - mówi nam minister.