- Sądzę, że dzisiaj nie ma przekonujących ostatecznie dowodów, jaki był przebieg i intencje tego niefortunnego wydarzenia w Gruzji - stwierdził Zemke. Były minister Obrony Narodowej twierdzi, że gruzińska prowokacja jest jedną, z prawdopodobnych wersji wydarzenia. Przyznał jednak, że dziwi się, że
ABW stawia bardziej kategoryczne tezy i uznaje, że za prowokacją stali Gruzini.
Przypomniał, że
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, co zresztą wynika z jej nazwy funkcjonuje na terytorium Polski. - Jeśli taką tezę zaprezentowałby wywiad cywilny lub wojskowy to byłaby to sprawa poważniejsza - powiedział. Zaznaczył przy tym, że te służby mają możliwość weryfikacji swoich tez ze źródeł, m.in. u zaprzyjaźnionych wywiadów.
- To, że ABW formułuje taką tezę jest dość ryzykowne, bo przepraszam, na podstawie czego? - pytał poseł Lewicy. '
ABW: Gruzini wyreżyserowali incydent O kontrowersyjnej wersji wydarzeń według ABW napisał dzisiaj "Dziennik". Zgodnie z nią
Strzały w pobliżu samochodu, którym jechał prezydent
Lech Kaczyński, były gruzińską prowokacją. Grzegorz Schetyna w
radiu ZET potwierdził, że taki raport trafił na jego biurko i że według ABW strzelali sami Gruzini.
Minister Schetyna dopytywany, czy raport ABW stwierdza, że zajście w Gruzji było "gruzińską prowokacją", odparł: - Tak, ale wolę zostawić konkluzję ministrowi Cichockiemu i premierowi. Dodał, że dokument ABW to "jedna z prób wyjaśnienia tej bulwersującej kwestii". Szef agencji Krzysztof Bondaryk wysłał raport na ten temat do 16 najważniejszych osób w państwie. Zdaniem ABW najpewniej to Gruzini wyreżyserowali incydent z udziałem polskiego prezydenta i to oni oddali strzały tuż obok konwoju, którym w niedzielę jechał Lech Kaczyński.