Prezydent miasta do radnego: ty się k... lecz

Ty się chłopie lecz! - wołał prezydent Zielonej Góry do Artura Zasady, radnego PO i przeklinał. Wszystko na oficjalnym spotkaniu w ratuszu. - Każdy ma prawo się zdenerwować - tłumaczy prezydent Janusz Kubicki
Zielonogórscy radni z komisji budżetu w poniedziałek mieli dyskutować na temat uchwał, które znalazły się w porządku obrad sesji we wtorek. Najważniejsza to zmiana planu zagospodarowania przestrzennego na Strefie Aktywności Gospodarczej.

Magistrat chce, aby przyszłości na jego obszarze mogły powstać hipermarkety. Zmiana miała nastąpić na prośbę firmy Stelmet. Producent elementów drewnianych, który niedawno zbudował tam fabrykę, chciałby sprzedawać swoje produkty. Prezydent, przygotowując projekt uchwały, zgodził się jednak na hipermarkety na całym obszarze Strefy. Na to radni nie chcą się zgodzić. - Nie po to miasto za 30 mln zł zbroiło teren pod przemysł, żeby teraz powstawały tu hipermarkety - tłumaczy Jacek Budziński, radny PiS.

Prezydent wpada w szał

Na posiedzenie komisji budżetu jej przewodniczący radny Artur Zasada przyniósł informację, która jego zdaniem uniemożliwia zrealizowanie projektu urzędu. - To decyzja wojewody podlaskiego. Tam, podobnie jak w naszym przypadku, radni zmienili plan zagospodarowania na sprzeczny ze studium i wojewoda uchylił go - tłumaczy Zasada. - Próbowałem wytłumaczyć prezydentowi, że skoro w nadrzędnym dokumencie planistycznym, jakim jest studium, nie ma mowy o obiektach wielkopowierzchniowych, to przystąpienie do sporządzenia planu, który pozwoli na ich usytuowanie, jest sprzeczne z prawem. Wtedy Kubicki wpadł w szał. Zaczął rzucać k...mi. I wołał do mnie: Lecz się chłopie! - opowiada radny.

Co dokładnie krzyczał prezydent? - Nie jestem wstanie powtórzyć. Kiedy w moją stronę poleciały pierwsze wyzwiska i przekleństwa, przestałem go słuchać i zacząłem rozmawiać z innym radnym - opowiada Zasada.

Dokładnych słów nie jest w stanie powtórzyć także radny PiS Piotr Barczak. - Prezydent dosłownie wpadł w słowotok. Zaczął krzyczeć, bardzo szybko. Trudno było zapamiętać. Nie mogłem tego słuchać. Gdy zaczął kląć, próbowałem go uspokajać - wspomina. - Jestem radnym już od 10 lat i takiej sytuacji sobie nie przypominam. Jeśli prezydent używa takich określeń w stosunku do radnych, to tak jakby obrażał mieszkańców, którzy nas wybrali - komentuje.

Nagranie na cenzurowanym

Na spotkaniu w ratuszu był protokolant z biura rady miasta. Awantura powinna więc być nagrana na taśmie. Wczoraj, tuż po zakończeniu sesji radni poprosili o przekazanie nagrania. Niestety, przewodniczący rady miasta Adam Urbaniak (PO) nie zgodził się. - Poprosiłem protokolantkę, aby bez zgody swojego przełożonego, czyli mnie, nie przekazywała żadnych materiałów - odpowiedział.

- Kiedy je pan przekaże? - pytam.

- Może jutro. Nie wiem, czy w ogóle jest sens. Muszę się zastanowić.

- Dlaczego nie chce pan udostępnić nagrań?

- Jeśli chce pani uzyskać informacje publiczne, proszę wystąpić z wnioskiem na piśmie. Odpowiem w stosownym terminie.

- Widzi pan jakiś problem, żeby tę decyzję podjąć od razu?

- Dajcie mi spokój! Jest godz. 14. Ja nie jestem etatowym pracownikiem ratusza. Mam swoje sprawy do załatwienia. Jutro odsłucham i zobaczę, czy coś się w ogóle nagrało. Przed południem podejmę decyzję. Teraz muszę lecieć, bo mi przywieźli dachówki - powiedział Urbaniak i wyszedł.

- Tobie po wizycie w Chinach komuna się udzieliła. Cenzury ci się zachciało - komentowali radni PiS, którzy także czekali na nagrania.

Co na to prezydent? Zdjął kontrowersyjny projekt uchwały z porządku obrad. - No cóż, każdy ma prawo się zdenerwować, gdy go straszą prokuraturą. Poza tym to nie była żadna komisja, bo radni się nie zebrali. Przyszło tylko trzech, więc nie można było normalnie obradować. Z równowagi wyprowadza mnie sposób, w jaki ta komisja pracuje - tłumaczy Kubicki.

Przypominamy, że jeszcze niedawno to prezydent Kubicki stał po drugiej stronie barykady i upominał radną PiS, która także używając niecenzuralnych słów, wyzywała pracowników Palmiarni. - Zachowujecie się karygodnie - grzmiał wtedy Kubicki.

Jak dowiedziała się "Gazeta", w momencie kiedy prezydent zaczął krzyczeć na radnego, protokolantka wyłączyła magnetofon przekonana, że komisja już nie obraduje.