Specjalny raport o strzałach w Gruzji
Zdarzenie to jako prowokację określił w poniedziałek minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow. Według niego, nie po raz pierwszy zdarza się, że władze gruzińskie coś organizują, a potem oskarżają stronę rosyjską i południowoosetyjską.
Polski prezydent powiedział, że dla niego było to "oczywiste", że Rosjanie się do tego nie przyznają i uznają za prowokację gruzińską. Jak przyznał, w tym kontekście wypowiedź ministra Siergieja Ławrowa go nie niepokoi.
Według Lecha Kaczyńskiego, niemożliwe było, by szef rosyjskiego MSZ stwierdził: "Tak, nasi żołnierze otworzyli ogień".
Jak mówił prezydent, ogień otworzono może nie tyle do dwóch prezydentów (Polski i Gruzji), bo nie czuł "świstu kul koło siebie", ale w każdym razie go otworzono. "To było jasne, że będzie się mówiło, iż to gruzińska prowokacja" - podkreślił prezydent.
Prezydent zaniepokojony "prorosyjskim lobby" w Polsce Lech Kaczyński zaznaczył, że stwierdzenie ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa, że niedzielny incydent na pograniczu Gruzji i Osetii Płd. był prowokacją, nie jest zaskoczeniem.
- Mnie niepokoją wypowiedzi w Polsce, które wskazują na siłę czegoś, co bym określił jako prorosyjskie lobby w naszym kraju. To jest rzeczywiście niepokojące. Bo to, że Rosjanie będą twierdzili, że to jest prowokacja, jest to oczywiste - mówił prezydent na poniedziałkowej konferencji prasowej.
Dopytywany, jakie konkretnie wypowiedzi uznaje za wpływ "prorosyjskiego lobby" odparł, że są to "wypowiedzi, które kwestionowały oczywiste fakty".
Postawa Unii wobec Rosji niczego dobrego nie przyniesie Prezydent stwierdził też, że postawa Unii Europejskiej wobec Rosji niczego dobrego "ani Unii, ani światu, ani obywatelom Rosji" nie przyniesie. Zapewnił, że nie ma niczego przeciw Rosjanom.