Specjalny raport o strzałach w Gruzji
Saakaszwili mówił polskim dziennikarzom po zdarzeniu, że jeśli ktokolwiek w Europie miał złudzenia, że
Rosja zmieniła swoje postępowanie, "to niech tu przyjadą i sami zobaczą". Jak podkreślił,
Lech Kaczyński "był tak odważny, że widział to na własne oczy".
- Do nich (przedstawicieli Gruzji - red.) będą kierowane szczegółowe pytania o to, gdzie znajdowała się m.in. polska ochrona w tym czasie, jak doszło do tego, że pojazdy, które wiozły delegację polską i obu prezydentów znalazły się tak blisko miejsca zagrożenia, jak stało się, że ten teren nie był wcześniej sprawdzany, penetrowany - powiedział w w
TVP Info Schnepf. - Chcemy wiedzieć, kto strzelał - zaznaczył.
Odpowiedzialny jest gospodarz - Zasada jest taka, że przy wizytach oficjalnych, jaką była wizyta Prezydenta RP w Gruzji, odpowiedzialność pełną za realizację wizyty, za bezpieczeństwo przede wszystkim ponoszą gospodarze - powiedział wiceminister. Dodał, że w kwestii zabezpieczenia i organizacji wizyty istnieją "poważne znaki zapytania".
W jego ocenie, również prezydencja francuska, reprezentująca wszystkie kraje UE oraz OBWE, będą pomocne w wyjaśnieniu sytuacji. Podkreślił jednak, że "przede wszystkim jest to obowiązek władz gruzińskich". "Z tego co wiemy, ambasador Francji w Tbilisi powiedział, że prezydencja francuska będzie prowadziła śledztwo w tej sprawie" - dodał.
Trasy trzeba ustalać Schnepf przypomniał, że ma "dość długie" doświadczenie w organizowaniu wizyt zagranicznych premierów. - Współpracowałem m.in. z premierem Jerzym Buzkiem - 30 wizyt zagranicznych. Byłem również w Iraku z premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem. Zapewniam, że w takich sytuacjach każda trasa, każde miejsce jest szczegółowo sprawdzane wcześniej. Jeśli to nie jest dopełnione, to poważny błąd - podkreślił.
W ocenie wiceministra Spraw Zagranicznych, z informacji, które napływały, wynikało, że "był realizowany program, o którym polskie władze - MSZ, przede wszystkim ochrona prezydenta, nie była wcześniej poinformowana". Jego zdaniem nie jest dobrze, że nasz prezydent realizuje nie swój program.
Jak dodał z "pewnym zażenowaniem" przeczytał słowa prezydenta Saakaszwilego o odwadze Lecha Kaczyńskiego. - Kto jak kto, ale my, Polacy nie potrzebujemy zaświadczenia o dzielności, o bohaterstwie. Stanowczo nie życzyłbym sobie, by mojego prezydenta wystawiać na niebezpieczeństwo - podkreślił. - Myślę, że to nie jest stosowna wypowiedź - mówił Schnepf.
Incydent nie wyjdzie Gruzji na dobre Według wiceministra incydent nie służy dobrze zbliżeniu Gruzji do NATO czy UE. - Sytuacja ta pokazuje niestabilność podejmowania decyzji, brak współpracy z UE - mówił. -
Gruzja ponownie znalazła się na pierwszych stronach gazet, nie jestem przekonany do końca, czy jest to ten kontekst, który jest dla Gruzji najkorzystniejszy - podkreślił. - Jeżeli celem było pokazanie, że prezydent Francji Nicolas Sarkozy jest nieskuteczny, że myli się, myślę że to nie była dobra metoda, żeby zbliżyć się do UE i NATO - powiedział Schnepf.
- Jeżeli powstały sytuacje, których nie powinno być, jeżeli pojawiły się elementy, które wskazują na siłę sprawczą po tamtej (rosyjskiej) stronie, będzie to zapewne przedmiotem rozmowy UE z Federacją Rosyjską - ocenił wiceminister. - Nie jestem tylko pewien, czy to jest najlepsza metoda - zaznaczył. Dodał, że Rosja ma "delikatnie mówiąc, wiele do powiedzenia w tym regionie".
Nie ma dowodu, że to Rosjanie strzelali Pytany, czy stosunki Polska-Rosja mogą ulec zmianie po wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, w którego ocenie w niedzielę strzelali Rosjanie, przypomniał, że MSZ wydał w tej sprawie oświadczenie, które mówi, że nie ma dowodów, żeby tak twierdzić. - Nie możemy pochopnie oceniać. Czekamy na wyniki śledztwa - powiedział.
Schnepf zwrócił uwagę, że z "takich incydentów" rodzą się czasami duże konflikty. - Szczęśliwie do tego tym razem nie doszło. Może niektórzy nawet wiedzieli, że nie dojdzie - zaznaczył. - Z drugiej strony - powiedzmy szczerze - wstrzymaliśmy oddech w pewnym momencie - dodał.