- Szukałem wczoraj w agencjach informacji o tym wydarzeniu i dowiedziałem się, że prezydent Gwinei - Bissau uszedł z życiem z zamachu, a o polskim i gruzińskim prezydencie nie było ani słowa - powiedział w Poranku Radia
TOK FM publicysta Anatol Arciuch.
Jego zdaniem wydarzenie należy oceniać jako całkowitą nieodpowiedzialność strony gruzińskiej i organizatorów, którzy nagle "jadą gdzie chcą". - To mogła być jakaś manipulacja ze strony Gruzinów, w którą niestety polski prezydent dał się wciągnąć - dodał.
Ordyński: Ciekawe, co meldowały służby? - Ciekawy jestem, co polskiemu prezydentowi przed wyjazdem meldował polski wywiad, jeśli w ogóle on tam istnieje - powiedział Jan Ordyński z "Przeglądu". - Jeśli nie daj Boże doszłoby do jakieś tragedii, to musielibyśmy chyba wtedy ruszyć na Moskwę - stwierdził.
Podkreślił, że sprawa powinna być zbadana przez sejmową komisję służb specjalnych. - Powinno się też sprawdzić, co meldował prezydentowi szef jego ochrony - dodał.
Fąfara: Nikt nie pamięta o Gruzji - Prezydent Gruzji zabrał do obozu uchodźców polskiego prezydenta, żeby pokazać, że pewne porozumienia dotyczące rozejmu nie są przestrzegane - ocenił Paweł Fąfara z dziennika "Polska". Przyznał, że wyprawa prezydentów była pełną nieodpowiedzialnością, "ale gdyby nie ta nieodpowiedzialna wycieczka nikt nie pamiętałby o Gruzji".
Według niego
Gruzja została pozostawiona sama sobie. - Musimy nie zapominać, jaką twarz w ostatnich tygodniach pokazuje
Rosja - powiedział. Przypomniał, że w sytuacji kryzysu finansowego szefowie państw europejskich są skupieni na tym, jak uchronić swoje kraje przed zapaścią. Nie pamiętają przez to o tym, co się dzieje w Gruzji.
- Wożenie prezydentów, żeby sami sobą testowali sytuację na pograniczu gruzińsko - osetyjskim jest daleko idącą nieodpowiedzialnością - odpowiedział Jan Ordyński.