Wg niego ok. godziny 17:40 czasu lokalnego kolumna samochodów, w której były
samochody reprezentacyjne, próbowała naruszyć granicę Osetii Południowej i wjechać na teren jej rejonu leningorskiego. Gdy, jak powiedział Attojew, pogranicznicy zatrzymali konwój, powiedziano im, że to konwój prezydentów Gruzji i Polski, którzy mają zamiar przejechać do rejonu leningorskiego.
Podobno pogranicznicy objaśnili osobom towarzyszącym prezydentom, że granica między Osetią Południową a Gruzją jest zamknięta, i kolumna zawróciła w stronę Gruzji.
Boris Attojew nazwał ten incydent kolejną prowokacją - pisze agencja ITAR-TASS - i oświadczył, że "na tym odcinku granicy w strefie odpowiedzialności obserwatorów międzynarodowych dostrzega się nagromadzenie sprzętu wojskowego i ludzi.
Rosyjski MSZ: Rosyjscy żołnierze w Osetii Płd. nie strzelali w stronę Gruzji - Z przylegającego do Gruzji terytorium Osetii Płd. żadnego ognia nie prowadzono. Tbilisi po raz kolejny przedstawia pragnienia jako rzeczywistość - oznajmił rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Grigorij Karasin, którego cytuje agencja ITAR-TASS.
- Po napłynięciu z Gruzji informacji o jakieś strzelaninie w rejonach przylegających do Osetii Płd. zbyt śpiesznie, moim zdaniem, rozpowszechnionych przez zachodnie media - Ministerstwo Obrony przeprowadziło dodatkową analizę sytuacji - dodał Karasin.
Ministerstwo Obrony Rosji zakomunikowało ze swej strony, że rosyjscy żołnierze nie otwierali ognia z terytorium Osetii Płd. w stronę Gruzji.
"To prowokacja" - Rosyjscy żołnierze, znajdujący się na terenie bazy wojskowej w Osetii Płd., a także na posterunkach kontrolnych w tej republice, żadnego ognia, a tym bardziej w stronę gruzińskiego terytorium, nie otwierali - głosi oświadczenie wydane w niedzielę wieczorem przez resort obrony Rosji.
Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, doniesienia na ten temat "nie są niczym więcej jak prowokacją".