Japończyk zamieszkał na meksykańskim lotnisku

us, PAP
21.11.2008 , aktualizacja: 21.11.2008 23:21
A A A Drukuj
Pan Nohara ma ważną wizę, meksykańscy urzędnicy mogą tylko czekać na jej wygaśnięcie Fot. Marco Ugarte AP Pan Nohara ma ważną wizę, meksykańscy urzędnicy mogą tylko czekać na jej wygaśnięcie
Japończyk Hiroshi Nohara od września mieszka na lotnisku w Meksyku. Powrotu do swego kraju nie planuje.
żyje z tego, co dostanie z fast-foodów, i z datków od pasażerów
Fot. Marco Ugarte AP
żyje z tego, co dostanie z fast-foodów, i z datków od pasażerów
Japończyk Hiroshi Nohara od września mieszka na lotnisku w Meksyku.
Fot. Marco Ugarte AP
Japończyk Hiroshi Nohara od września mieszka na lotnisku w Meksyku.
Z przyczyn, których nie wyjaśnia, zamieszkał w terminalu nr 2 międzynarodowego lotniska im. Benito Juareza. Od 2 września żyje z tego, co dostanie z fast-foodów, i z datków od pasażerów. Sypia w fotelu.

Początkowo budził lęk i władze lotniska prosiły japońską ambasadę o wyjaśnienie, dlaczego pan Nohara nie chce się wyprowadzić. Obecnie stał się czymś w rodzaju folkloru, często pokazuje go telewizja, a turyści przystają i robią sobie z nim zdjęcia. Nawet proszą o autograf.

Rodowity tokijczyk przyleciał do Meksyku z wizą turystyczną i biletem powrotnym, ale... nie wystawił nosa poza lotnisko. W czwartek powiedział, że nic nie motywuje go do przedłużania pobytu na dworcu, ale jak długo tam zostanie - nie wie.

"Nie rozumiem, dlaczego tu jestem" - powiedział przez tłumacza wynajętego przez program telewizyjny.

Ambasada nie może zmusić go do wyjazdu, a że pan Nohara ma ważną wizę, meksykańscy urzędnicy mogą tylko czekać na jej wygaśnięcie, co nastąpi w marcu.

Od września Nohara zarósł, ubranie ma już bardzo wymięte.

"To spokojny człowiek - mówi pracownica lotniska Silvia Navarrete. - Po prostu siedzi i je cały dzień".

Lotniskowe fast-foody dają mu za darmo przekąski i napoje, pasażerowie kupują a to hamburgera, a to porcję makaronu. Nohara woli makaron.

Siedzi z tłumaczem, rozmawia i śmieje się całymi godzinami, przy małym stoliku zastawionym kubkami z wystygłą kawą, opakowaniami ketchupu i zawiniętymi w folię kanapkami.

Twierdzi, że nie inspirował się filmem "Terminal" z Tomem Hanksem, grającym przybysza z Europy Wschodniej, który utknął na lotnisku w Nowym Jorku. Ale widzi podobieństwa. "Moje życie - żartuje - to Terminal nr 2".

Podziel się