Zwrot w aferze przeciekowej? Kaczmarek nie musiał być źródłem

mm, PAP
21.11.2008 , aktualizacja: 21.11.2008 06:50
A A A Drukuj
Sierpień 2007. Zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking pokazuje film z hotelu Mariott oraz podsłuchy rozmów Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla. Kaczmarek (na zdj.) do tej pory nie powiedział co robił tego dnia w hotelu Marriott Fot. Gazeta.pl Sierpień 2007. Zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking pokazuje film z hotelu Mariott oraz podsłuchy rozmów Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla. Kaczmarek (na zdj.) do tej pory nie powiedział co robił tego dnia w hotelu Marriott
PRZEGLĄD PRASY. Janusz Kaczmarek nie musiał być źródłem przecieku w tzw. aferze gruntowej - uważa Prokuratura Apelacyjna. Jej zdaniem, śledztwo początkowo nakierunkowane było na jedną wersję, przedstawioną na słynnej konferencji - informuje "Rzeczpospolita". "Rz" wspólnie z Radiem Zet, dotarła do informacji, które w nowym świetle stawiają śledztwo wyjaśniające, kto spalił akcję CBA w resorcie rolnictwa. To może być zwrot w tzw. aferze przeciekowej - uważa dziennik.
Janusz Kaczmarek
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Janusz Kaczmarek
GALERIA ZDJĘĆ
Kardynalne błędy

Prokuratura Apelacyjna w Warszawie 10 stycznia skierowała do stołecznej Prokuratury Okręgowej pismo, w którym wytyka jej kardynalne błędy w prowadzonym śledztwie. W piśmie pojawia się zarzut, że postępowanie w sprawie przecieku "od momentu wszczęcia było ukierunkowane na sprawdzenie tylko jednej wersji śledczej".

Chodzi o wersję wydarzeń, którą na słynnej konferencji przedstawił były zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking. Prezentowała łańcuszek przecieku: Janusz Kaczmarek - Ryszard Krauze - Lech Woszczerowicz - Andrzej Lepper.

Zdaniem apelacji, ta wersja "może być prawdopodobna, ale nie jedyna możliwa do przyjęcia". Co więcej, "posiada takie luki w ustaleniach faktycznych, które powodują, że każda inna teza znajdzie uzasadnienie, będzie równoprawna z innymi" - wytykają śledczy.

Najważniejsza luka

Najważniejsza z luk to postać Lecha Woszczerowicza. Miał on 6 lipca 2007 r. rano ostrzec ministra rolnictwa Andrzeja Leppera przed szykowaną przeciw niemu akcją CBA. Z analizy monitoringu kamer w resorcie rolnictwa ma jednak wynikać, że Woszczerowicz przyjechał do resortu o godz. 7.23. Lepper zaś o grożącym mu niebezpieczeństwie poskarżył się oficerowi BOR między 7.15 a 7.20. Z kolei z szefem swej ochrony miał o tym rozmawiać o 7.23. Gdyby te ustalenia potwierdziło śledztwo - oznaczałoby to, że Woszczerowicz nie mógł być źródłem przecieku.

Prokuratura apelacyjna wymienia w piśmie pięć innych wersji przecieku, którymi okręgowi śledczy się nie zajęli, i nakazała "niezwłocznie uzupełnić materiał dowodowy". W tym: przesłuchać długą listę świadków.

"W odpowiedzi na pismo prokuratura okręgowa przygotowała plan śledztwa, w którym przyjęto kilka dodatkowych wersji, badają je prokuratorzy" - potwierdza autorom obszernej publikacji w "Rz" - Annie Gielewskiej i Mariuszowi Gierszewskiemu - Mateusz Martyniuk ze stołecznej prokuratury.

Podziel się