Fot. Internauta z Malborka/Zdjęcie nadesłane na Alert24Na zdjęciach, które przysłał nam czytelnik widać kości, które pojawiły się dwa tygodnie po ekshumacji przy pomocy koparki
Władze Malborka błyskawicznie uporały się ze zbiorową mogiłą, którą odkryto w miejscu budowy ekskluzywnego hotelu: niedbała ekshumacja, szybka decyzja, by zamknąć sprawę. Prokurator orzekł, że nie są to ofiary zbrodni wojennej - choć kilka czaszek miało ślady po kulach. Nikt nie zadał sobie trudu, by ustalić do kogo należały szczątki 65 osób, które wyrwała z ziemi koparka. Teraz będzie to już niemożliwe.
Fot. Internauta z Malborka/Zdjęcie nadesłane na Alert24
Na zdjęciach, które przysłał nam czytelnik widać kości, które pojawiły się dwa tygodnie po ekshumacji przy pomocy koparki
- Koparka potrząsała, a jacyś ludzie wybierali kości, od takiej małej kostki po czaszki. Ze wszystkim uwinięto się do zmroku - mówi, świadek zdarzenia. - Wyglądało to makabrycznie.
O mogile zbiorowej, którą odkryto w Malborku trzy tygodnie temu, mieszkańcy mówią do dziś. I zarzucają miejscowym władzom, że kilkadziesiąt znalezionych szkieletów zasłużyło na godniejsze potraktowanie i na bardziej wnikliwe zbadanie. - Ta tzw. ekshumacja została przeprowadzona w ekspresowym tempie i nie dość dokładnie - mówi Grzegorz Kus z malborskiej strony internetowej www.marienburg.pl. To on zawiadomił Alert24.pl, kiedy trzy tygodnie po zakończeniu ekshumacji i przeniesieniu na cmentarz szczątków ze zbiorowej mogiły, znalazł na placu budowy czaszkę i kość.
Bernard Jesionowski, konserwator z malborskiego muzeum mówi wprost: - Te prace przeprowadzono niewłaściwie. Zaprzepaszczono na zawsze szansę na ustalenie, kto w tym grobie się znajdował.
Na ludzkie kości natknęła się ekipa budowlana 28 października przy ul. Piastowskiej w Malborku. Natychmiast przerwano kopanie fundamentów pod czterogwiazdkowy hotel, planowany w tym miejscu przez Europejski Fundusz Hipoteczny z Warszawy. Przyjechała policja, by zabezpieczyć teren. I pojawił się prokurator, który zdecydował, że najłatwiej będzie wydobyć szczątki przy pomocy koparki.
Łyżka ryła głęboko w ziemi. Zawartość wysypywano obok dołu. Tam ziemię przesiewano, oddzielając kości. Lekarz patolog po badaniu ustalił, że w dole były ciała dzieci, kobiet i mężczyzn. W protokole opublikowanym w lokalnej prasie prokuratura podała, że znalezione szczątki należały do 65 osób.
Czaszki miały ślady po kulach
Przy kościach nie znaleziono żadnych przedmiotów, które umożliwiałyby identyfikację, albo chociaż wskazywałyby na narodowość zmarłych. Według historyków z Muzeum Zamkowego w Malborku to pamiątka II wojny światowej, a w mogile pochowano najprawdopodobniej cywilną ludność niemiecką.
- Uznaliśmy, że ofiary nie zginęły wskutek zbrodni wojennej, nie było żadnych wskazujących na to śladów, ani żadnych informacji historycznych o egzekucji w tym miejscu. Nikt z mieszkańców z niczym takim tego miejsca nie kojarzył - mówi Jarosław Kłębowski, zastępca prokuratora rejonowego w Malborku.
Przyznaje, że kilka czaszek miało ślady po kulach, ale nie znaleziono pocisków czy łusek, więc odrzucił hipotezę, że w tym miejscu odbyła się egzekucja.
Wszystkiemu winna koparka
Lekarz ocenił, że do dołu ciała trafiły podczas II Wojny Światowej. Według Kłębowskiego mogło być i tak, że ciała zmarłych, a niektórych może i zamordowanych w okolicy osób pozbierano ze szpitali i wrzucono do wspólnej mogiły.
Po trzech dniach od odkrycia zbiorowego grobu prokurator rejonowy Waldemar Zduniak umorzył sprawę, a szczątki spoczęły 2 listopada na cmentarzu komunalnym.
- Zorganizowaliśmy miejsce na cmentarzu komunalnym i godny pogrzeb. Miasto nie ma sobie nic zarzucenia - mówi burmistrz Andrzej Rychłowski. - A ekshumację przeprowadziliśmy na tyle, na ile było to w tych warunkach możliwe - zapewnia. Twierdzi też, że dół był niewielki - zaledwie 5 metrów kwadratowych i głęboki na 3 metry - i pierwszego spustoszenia dokonała potężna, sześciotonowa łyżka koparki, która rozorała znalezisko już przy pierwszym wgłębieniu się w ziemię.
"Nie wyjmuje się kości pospiesznie"
Mieszańcy znajdywali jednak kości jeszcze dwa tygodnie po pogrzebie. - Faktycznie, po ulewnych deszczach w miejscu dołu pojawiły się pojedyncze kości - przyznaje burmistrz. - Ponownie zabezpieczyliśmy teren.
Kiedy kości pojawiły się po raz drugi, burmistrz zawiadomił już jednak tylko firmę pogrzebową z Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Pracownicy przy pomocy grabi przeczesali teren.
- Te kości mogą tam się pokazywać jeszcze długo, bo przy pracy grabiami drobnych kości się nie znajdzie - mówi Bernard Jesionowski. - Każdy kolejny deszcz odsłonić może następne - dodaje. Pracownik muzeum krytykuje sposób przeprowadzenia ekshumacji: - Takie wybieranie niszczy wszelkie ślady. Prace przeprowadzono nieprawidłowo i zatarto wszelkie dowody historyczne.W tej chwili nie możemy powiedzieć, jaka była przyczyna śmierci tych ludzi, kiedy miało miejsce to zdarzenie, no i nie wiemy jak te szczątki były poukładane. Tego już nie będziemy nigdy wiedzieć, bo nawet jeśli teraz pójdziemy tam z wykrywaczem metalu i znajdziemy pociski, to nie mamy pewności, czy były w tych ciałach. No i nie będą mogły one być dowodem, kiedy znajdzie się zabójcę.
Według Jesionowskiego ekshumację, zgodnie z przepisami, prowadzi się w ten sposób, że ziemię odgarnia się cienkimi warstwami i to przy pomocy szpachelek i pędzla. - Nie wyjmuje się kości pośpiesznie, tylko odsłania cały szkielet. Wtedy szuka się obok różnych przedmiotów, związanych ze zmarłą osobą. Dopiero potem wyjmuje się szkielet i składa do specjalnej kartonowej trumny lub sortuje kości - piszczele osobno, czaszki osobno - tłumaczy Jesionowski.
- Koparka raczej nie jest narzędziem archeologicznym. A pan prokurator nie jest od stania z boku, a od zorganizowania porządnej ekshumacji - mówi zbulwersowany sprawą Grzegorz Kus. Jego zdaniem nie zostały zachowane odpowiednie w takich przypadkach procedury.
Szybkie tempo dziwi również Andrzeja Tucholskiego inspektora ds. archeologicznych z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Płocku. - Szczątki powinny trafić do zakładu medycyny sądowej. Powinien je przebadać antropolog, by dokładnie ustalić wiek zmarłych i tego, w którym roku trafiły do dołu - twierdzi naukowiec. - No i powinno się zawiadomić Instytut Pamięci Narodowej - dodaje.
Prokurator Waldemar Zduniak, według którego "nie było informacji, że śmierć nastąpiła w wyniku działań przestępczych", wysłał do gdańskiego oddziału IPN jedynie listownie zawiadomienie. - Nie widzę przeszkód, by do zbadania kości wrócić i wtedy przyjrzeć się im dokładnie - przyznaje teraz prokurator.
Jego pismo dotarło do IPN-u 17 listopada, trzy tygodnie po zdarzeniu. - Nie można zarzucić malborskiej prokuraturze złamania procedury - mówi prok. Maciej Schulz z gdańskiego oddziału IPN. Zgodnie z rozporządzeniem o szczątkach ludzkich, IPN wkracza do akcji kiedy są przesłanki, że dokonano zbrodni wojennej, a takich według prokuratury z Malborka nie było.
Pytany, czy nie dziwi go sposób przeprowadzenia ekshumacji w Malborku, odpowiada, że to faktycznie była ona dość pobieżna, lecz to prokuratura bierze odpowiedzialność za to, co się dzieje na jej terenie. - Przejmujemy sprawę, kiedy mamy jakieś relacje świadków, albo inne materiały archiwalne, że w danym miejscu faktycznie coś się działo. Takich w tym przypadku nie było. Co, jeśli okaże się, że przy ul. Piastowskiej w Malborku jednak był mord? - Wtedy zajmiemy się sprawą - twierdzi prokurator Schulz, który dodaje, że niemal codziennie na podległym mu terenie znajduje się jakieś kości i nie ma on możliwości badania wszystkich przypadków.
"Tam były kule!"
Na przeprowadzenie specjalistycznych badań może być już za późno. - Kto z osób prowadzących nową ekshumację odpowie na pytanie: Jak ułożone były w mogile poszczególne zwłoki? W bezładzie czy może poukładane? - pyta Grzegorz Kus. - Czy wszystkie głowy zwrócone były w jedną stronę? A może to był stos ludzkich zwłok wrzuconych do wykopu z samochodu?. To wszystko są dane, które mogłyby pozwolić na rozwiązanie tej zagadki - twierdzi.
Według niego zbagatelizowano też fakt obecności pocisków. - Stwierdzenie, że nie znaleziono żadnych przedmiotów związanych z pochówkiem to wierutna bzdura. Tam były kule! A dzisiaj - nawet jak je znajdziemy przy pomocy wykrywacza metalu - są tylko kawałkiem metalu. A nie dowodem, bo nie wydobyto ich w kontekście pochówku - stwierdził Kus.
- I jeszcze jedna sprawa. Szczątkom ludzkim należny jest stosowny szacunek. Ślady tego szacunku widoczne były w postaci świeżych złamań dokonanych za pomocą koparki - zauważa ponuro Kus.