"W poniedziałek sygnał Mayday wysłał etiopski statek "Andinet", który znajdował się na wodach Zatoki Adeńskiej, 650 kilometrów na północny-wschód od Dżibuti. Załoga informowała, że napastnicy atakują z dwóch motorówek" - czytamy w oświadczeniu niemieckiej marynarki.
"Andinetowi" pomocy udzieliła fregata Karlsruhe, która znajdowała się zaledwie 20 km od miejsca, w którym doszło do ataku.
Niemcy wysłali helikopter Sea Lynx. "Motorówki odpłynęły bardzo szybko" - zaznaczono w oświadczeniu.
Dzisiaj o pomoc poprosił brytyjski tankowiec "Trafalgar", zaatakowany przez osiem lub dziewięć szybkich łodzi. "Karlsruhe" ponownie wysłała helikopter i napastnicy uciekli.
Liczba ataków gwałtownie wzrosła W ciągu ostatniego roku liczba pirackich ataków w Zat. Adeńskiej i okolicznych wodach gwałtownie wzrosła. Tylko w ostatnich 12 dniach napastnicy porwali siedem statków. W rękach piratów znajduje się teraz kilkanaście jednostek i ponad 200 marynarzy.
Analitycy ostrzegają, że wzmożona aktywność piratów odbije się na cenach surowców. Ze szlaku prowadzącego przez Zat. Adeńską intensywnie korzysta m.in. przemysł naftowy. - Codziennie przepływają tędy tankowce transportujące około 3,3 mln baryłek ropy. To 4 procent dziennego globalnego zapotrzebowania - pisze "The Wall Street Journal".
Już teraz część przewoźników rezygnuje z wykorzystania Zat. Adeńskiej i decyduje się na zmianę trasy na dłuższą - wokół przylądka Dobrej Nadziei. Dłuższa trasa oznacza wyższe koszty transportu i, co za tym idzie, wzrost cen.
Tymczasem Somalia nie jest w stanie uporać się z piratami. Kraj pogrążony jest w totalnym chaosie. - Rząd traci kontrolę nad sytuacją, a islamscy rebelianci zajęli dużą część kraju - przyznał prezydent Abdullahi Jusuf.