W Kancelarii Prezydenta wiadomo, że zawinił prezydencki minister do spraw zagranicznych
Mariusz Handzlik. To on był przy rozmowie Kaczyńskiego z Obamą i to on relacjonował jej przebieg Piotrowi Kownackiemu. Handzlik przygotował nawet instrukcję, jak rozmowę należy interpretować - informuje
RMF.
Jednak na taki zarzut, szef Kancelarii Prezydenta odpowiada, że przy rozmowie prezydenta z prezydentem-elektem byli dwaj ministrowie: Handzlik i Kamiński.
Jak mówi sam szef kancelarii, że zadziałał efekt głuchego telefonu. - Jak kilka osób przekazuje informację, to ona ulega w tym czasie zniekształceniu. I pewnie zadział też drugi syndrom - mówił Kownacki - Jak człowiek chce cos bardzo usłyszeć, to wtedy słyszy, nawet jak coś takiego nie pada - mówił Piotr Kownacki.
- Te sprawy muszą być do końca wyjaśnione - mówił Kownacki - i wyciągnięte z tego wnioski. A jeśli chodzi o konsekwencje, to wedle szefa kancelarii, nie było w całej sprawie niczyjej złej woli. To był
wypadek przy pracy i dlatego nie powinno się nikogo pociągać do odpowiedzialności.
Kownacki dodał, że nie rozważa podania się do dymisji po tej wpadce.
Prezydent: zapewnień o tarczy nie było Prezydent w rozmowie z dziennikarzami w Łodzi zwrócił uwagę, że są spory co do przebiegu jego rozmowy z Obamą. - Ponieważ to ja rozmawiałem, to pamiętam, że o tym (o tarczy antyrakietowej) mowy nie było - stwierdził.
O treści rozmowy informował prezydencki minister ds. międzynarodowych Mariusz Handzlik. Powiedział, że w rozmowie telefonicznej Obama poinformował, iż projekt tarczy antyrakietowej będzie kontynuowany. To stwierdzenie, iż projekt tarczy antyrakietowej będzie kontynuowany znalazło się nie tylko w wypowiedziach ministrów, ale też w oficjalnym komunikacie przekazanym mediom po rozmowie obu polityków. W komunikacie zamieszczonym w poniedziałek na prezydenckich stronach internetowych nie ma już zdania o kontynuacji projektu tarczy antyrakietowej.
Sikorski tłumaczył się Amerykanom Minister spraw zagranicznych
Radosław Sikorski powiedział, że w niedzielę musiał się tłumaczyć "na bardzo wysokim szczeblu" amerykańskiemu Departamentowi Stanu ze słów prezydenckich ministrów w sprawie rozmowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Barackiem Obamą.
Sikorski podkreślał w
TVN24, że telefon Baracka Obamy do Lecha Kaczyńskiego był kurtuazyjną rozmową, w której nie mogły paść żadne wiążące deklaracje. - Tego co można było się spodziewać, to bardzo mglistej zapowiedzi, że będą respektowane zawarte porozumienia, ale zdaje się, że i tego nie było ze strony prezydenta-elekta i że sprawę tarczy poruszył nasz prezydent - mówił Sikorski.
Zakaz dla ekipy Obamy Kierownictwo ekipy Baracka Obamy zabroniło jego doradcom ds. polityki zagranicznej informować media i przedstawicieli rządów obcych państw o przyszłej polityce prezydenta-elekta - podał magazyn Politico.com.
Jak pisze magazyn, czołowi doradcy Obamy ds. polityki międzynarodowej Anthony Lake i Susan Rice rozesłali e-mailem okólnik do wszystkich ekspertów w tej dziedzinie doradzających prezydentowi-elektowi, aby "w żadnych okolicznościach nie rozmawiali z prasą, jakimikolwiek zagranicznymi oficjelami albo ambasadami w imieniu prezydenta-elekta Obamy lub jego zespołu ds. transferu władzy". "Nie możemy podkreślić z większym naciskiem wagi tej prośby. Byłoby wysoce szkodliwe, gdyby zagraniczne rządy lub media otrzymywały informacje, które mogłyby być przez nich fałszywie zrozumiane jako reprezentujące poglądy prezydenta-elekta" - czytamy we wspomnianym e-mailu, cytowanym przez Politico.com.
Okólnik przytoczył niedzielny "Washington Times" w informacji na temat rozmowy Obamy z prezydentem Lechem Kaczyńskim i rozbieżności między Kancelarią Prezydenta RP a sztabem Obamy, dotyczących tego, co powiedział amerykański prezydent-elekt na temat tarczy antyrakietowej w Polsce.