Falę komentarzy we Włoszech wywołała wypowiedź żony prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego - Carli Bruni, która w wywiadzie dla "Journal du dimanche" wyznała, że po tym, jak premier Silvio Berlusconi nazwał Baracka Obamę "opalonym", jest szczęśliwa, że stała się Francuzką.
Pierwszy na słowa byłej supermodelki zareagował znany z ciętego języka były prezydent Włoch Francesco Cossiga, który oświadczył: "Także my Włosi bardzo cieszymy się z tego, że Carla Bruni nie jest już Włoszką, jesteśmy wręcz szczęśliwi".
"Ale kto wie - dodał - czy pewnego dnia Carla Bruni z powodu swego burzliwego życia nie będzie zmuszona prosić ponownie o włoskie obywatelstwo".
Minister do spraw młodzieży Giorgia Meloni stwierdziła zaś: "Z jej szczęściem, że jest Francuzką, pogodzimy się we Włoszech".
W opinii jednego z podsekretarzy w rządzie Berlusconiego, niegdyś ministra sprawiedliwości w jego poprzednim gabinecie Roberto Castellego, "Pierwsza Dama ważnego kraju powinna lepiej pomyśleć zanim się odezwie".
Cardinale: Berlusconi żartował
Dosadnie wypowiedź Bruni podsumowała deputowana koalicyjnej prawicy Alessandra Mussolini: "Lepiej Berlusconi przez całe życie niż Bruni przez jeden wieczór".
W obronie włoskiego premiera stanęła aktorka Claudia Cardinale, mieszkająca na stałe we Francji. Jej zdaniem Berlusconi mówiąc o prezydencie-elekcie, że jest "opalony" zażartował. "La Repubblica" informuje, że Pałac Elizejski nie skomentował słów żony prezydenta. Gazeta przypomina jednocześnie, że Sarkozy zawsze broni swej żony.