Bartoszewski jest ludowcem. Przyznał się

W warszawskiej Hali EXPO podczas kongresu PSL. Imprezę ludowców uświetnił Prof. Władysław Bartoszewski, jak się okazało, związany od lat z partią. W porywającym, bardzo osobistym przemówieniu mówił o przodkach ze wsi Żaby, przyjaźni z ludowcami i tego, że z partii tak naprawdę nigdy się nie wypisał.
Pawlak znów prezesem PSL. Niespodzianki nie było

Prof. Władysław Bartoszewski wystąpił przed delegatami z całego kraju i porwał ich niezwykłym przemówieniem. Zdobył od razu przychylność sali podkreślając wieloletnią historię i piękną tradycję Stronnictwa.

- Miałem okazję zetknąć się z działaniem jednego z najważniejszych polskich stronnictw. Dochodzę 87 roku życia i cieszę się, że doczekałem sytuacji, kiedy mogę wystąpić na kolejnym kongresie. I to nie jako przedstawiciel urzędu ani premiera, ale w imieniu własnym. Jako dawny kolega do kolegów i koleżanek - mówił profesor. - Aby nie było żadnych niedomówień, bo nie potrzebuję niedomówień w swoim życiorysie - kultury politycznej, kultury współżycia i kultury dialogu uczyli mnie peeselowcy - Stefan Korboński, Kazimierz Bagiński, Stanisław Mierzwa, Wincenty Bryja, przyjaciel mego ojca, w pierwszym pokoleniu inteligent - mówił ludowcom.

Moi przodkowie ze wsi Żaby...

- Nie jestem i nie byłem nigdy chłopem ani z Marszałkowskiej, ani z Mokotowa, ani z Woli. Tylko wnukiem chłopów ze wsi Żaby pod Bożą Wolą, którzy leżą tam na cmentarzu do dziś - mówił Bartoszewski.

Sala na przemian cichła i rozbrzmiewała brawami mieszanymi ze śmiechem. Profesor mówił: - Tak jak wielu spośród was jestem produktem emancypacji zdolnej młodzieży chłopskiej. Mój ojciec z pięciodzietnej rodziny jako jedyny zdołał się wykształcić. I studiował, gdy jego siostry uczyły się czytania z książeczki do nabożeństwa - mówił.

- Urodziłem się w 1922 r., kiedy wspomnienie bitwy pod Radzyminem i dokonania młodzieży chłopskiej były żywe. Ich dzieło obrony Ojczyzny towarzyszyło mi od dzieciństwa. Już wtedy wiedziałem o Wincentym Witosie. Wiedziałem, że krawata nie nosił, ale był wielkim Polakiem. Było mi dane latem 1946 roku widzieć Witosa w Krakowie wniesionego na fotelu na mównicę i mówiącego pełnym poruszenia głosem o Polsce - nie o jakiejś tam, nie o PRL, tylko o Polsce. O tej Polsce wiecznej - mówił Bartoszewski.

15 mb akt IPN

Wspomniał też, że za kontakty z PSL-em zapłacił dość drogo. W 1946 został aresztowany razem z kolegami z wydziału prasowego PSL. - Odbyłem tam 6 i pół roku stażu - mówił półżartem.

- Mam materiały IPN o sobie, to jest 15 m. bieżących. W 1947 r. oficer na Mokotowie zaproponował mi, abym potępił Mikołajczyka i Korbońskiego, bo uciekli. - Ubolewam, ale nie znam akt, dokumentacji, nie czytam prasy, siedzę w piwnicy. Nic nie wiem - powiedziałem. I siedziałem dalej - mówił Bartoszewski. - To mi przyniosło dozgonną przyjaźń ze Stefan Korbońskim. I do teraz mam kontakty telefoniczne ze wspaniałą dziewczyną, Zosią Korbońską, która ma zaledwie 93 lata i co tydzień- dwa telefonujemy do siebie i rozmawiamy o tej pięknej historii - dodał.

Bartoszewski (jednak) partyjny

- Tylko raz w życiu byłem człowiekiem partyjnym. Byłem członkiem zarządu powiatowego PSL Warszawa Śródmieście wybranym demokratycznie we wrześniu 1946 roku. Nikt mnie nigdy nie zawiadomił, że przestałem być członkiem PSL. I nie ma z mojej strony jednego kawałka papieru, że się wypisuję. PSL został zlikwidowany i byłem w zawieszeniu, ale duchowo i moralnie czuje się z wami automatycznie głęboko związany - mówił Bartoszewski zagłuszany przez brawa słuchających go ludowców.

Oszołomy z Samoobrony i innych

Bartoszewski słynie z charyzmy i szczerości - Pytają mnie ciekawi dziennikarze, jak to możliwe, że nie jestem zgorzkniały, mimo pobytu w więzieniach, w obozach. Szanujmy ludzi tak jak chcemy być przez nich szanowani - to będziemy. To jest recepta także dla partii politycznych. Nie bądźmy naiwni, tylko roztropni, nikt od nas tego nie oczekuje, ani nie wymaga. Nie dajmy się uwieść demagogom, i różne Samoobrony i inne twory, które miały na celu planowe osłabienie ruchu ludowego były symulowane przez różnych oszołomów. Kierujmy się wielkim doświadczeniem Witosa i dawnego ruchu ludowego. Nigdy nie rezygnujmy z demokracji, z demokratycznych procedur, z metody dialogu. My się dialogu się nie boimy. Pertraktować możemy, dyskutować możemy, dyskutować chcemy. Bójcie się autorytarnych zapędów, bo tych, którzy trzymają za pysk i wylewają ich z funkcji, jeżeli gęgną. Do nich należy się odnosić z największą ostrożnością - grzmiał.

Tusk się nie obraża

Bartoszewski nie omieszkał tez powiedzieć kilku ciepłych słów o starym-nowym szefie partii - Za kadencji Waldemara Pawlaka Polska złożyła aplikację do Unii Europejskiej, bo to premier z PSL, wbrew pomówieniom, rozumiał znaczenie UE - mówił.

Odniósł się też do aktualnej sytuacji politycznej po roku rządów rządu Donalda Tuska - Uważam, że koalicja PO-PSL dobrze służy Polsce. Ocenią to historycy później. Obecny premier nie twierdzi, że jest nieomylny i genialny i nie posiada nikogo w rodzinie, kto mógłby tak o nim mówić. Bo nawet jako ja mu coś powiem w cztery oczy, to on się nie obraża. To jest właściwa postawa - dodał na koniec.