- Barack Obama zapewnił, że "chce jak najszybciej" przyjechać do naszego kraju - poinformował prezydencki minister ds. międzynarodowych
Mariusz Handzlik, dodając, że prawdopodobnie nastąpi to w przyszłym roku na wiosnę. W wypowiedzi dla PAP-u Handzlik był już bardziej ostrożny, mówiąc, że trudno określić konkretny termin wizyty, i że może ona nastąpić "za kilka miesięcy lub rok".
Prezydent pogratulował Obamie zwycięstwa w wyborach i zaprosił do odwiedzenia Polski w najbliższym możliwym terminie. Również premier zapewnił swojego rozmówcę o "otwartym i ciepłym zaproszeniu" do przyjazdu do naszego kraju.
W trakcie rozmowy Barack Obama mówił także o strategicznym partnerstwie Polski i Stanów Zjednoczonych i współpracy politycznej i wojskowej. Poinformował, że projekt tarczy antyrakietowej będzie kontynuowany.
Tusk rozmawiał telefonicznie ze zwycięzcą wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych Barackiem Obamą w piątek przed północą.
Premier Donald Tusk nie wyklucza, że na wiosnę nowy prezydent
USA Barrack Obama odwiedzi Polskę. Premier wyjaśnił, że rozmowa z Obamą miała "serdeczny i gratulacyjny charakter".
- Ale muszę powiedzieć, że sprawiał wrażenie wzruszonego, bo ja z głębi serca mu gratulowałem. Też gratulowałem mu niezwykłej kampanii, bardzo trudnej i ciężkiej, a przy tym prowadzonej na tyle ile może być prowadzona kampania - fair - powiedział szef rządu w sobotę dziennikarzom w Gdańsku.
Premier dodał, że przekazał Obamie także to, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, wiąże się z nim "duże nadzieje", że stał się "symbolem takiej dobrej zmiany".
Tusk pytany, czy objęcie przez Obamę funkcji prezydenta USA, zmieni dotychczasowe ustalenia polsko-amerykańskie ws. instalacji w Polsce elementów tarczy antyrakietowej, powiedział, że "nie powinno tu być żadnych negatywnych zmian w porównaniu do wstępnego projektu".
- Ja tu jestem spokojny o poziom współpracy między Polską a Stanami Zjednoczonym pod prezydenturą Barracka Obamy. Wydaje się, że ona może wyglądać trochę inaczej niż wtedy, kiedy odpowiadali za to rząd
PiS-u i prezydent Bush. To były trochę inne temperamenty i może też inne priorytety - ocenił Tusk.
Premier przyznał, że po propozycji Obamy obaj przeszli na "ty". "Jestem też dość spontaniczny, a moje imię nie jest dla niego zbyt trudne, bo nie jestem na przykład Zdzisław, więc jakoś poszło - dodał.