Polityk Prawa i Sprawiedliwości wystraszył policjantów
CBŚ, którzy akurat konwojowali podejrzanego o poważne przestępstwa. - Poseł dosłownie przykleił się do tyłu radiowozu. Policjanci pomyśleli, że to próba odbicia bandyty i wezwali posiłki - podaje
radio. Kurskiego zatrzymała dopiero policyjna blokada pod Ostródą.
- Przy kontroli poseł pokazał legitymację sejmową i ze względu na immunitet został puszczony wolno - powiedział portalowi Gazeta.pl Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. - Sporządziliśmy notatkę ze zdarzenia, która zostanie przesłana do marszałka Sejmu. Jazda na włączonych światłach awaryjnych to złamanie przepisów drogowych. Decyzja w tej sprawie leży w gestii marszałka - dodał Sokołowski.
Sam Kurski nie widzi w sytuacji nic niezwykłego. - Nic specjalnego się nie stało - skomentował sprawę w
RMF. W rozmowie z Gazeta.pl dodał, że na światłach awaryjnych jechał tylko jak "mijali skrzyżowania, czy budowy". Jacy my? Otóż poseł twierdzi, że był uczestnikiem konwoju. - Z przyjemnością bym ich wyminął, ale przecież nie można wymijać
policyjnych samochodów na sygnale. Dlatego jechałem tuż za nimi i chwilami włączałem światła awaryjne. Kierowałem się najwyższym poczuciem odpowiedzialności i troski o bezpieczeństwo - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl