- To bardzo dziwne i ciekawe podziały, które są podszyte lękiem. Lękiem białych mężczyzn, z tradycyjnych środowisk, którzy mają głębokie poczucie zagrożenia. Im się grunt usuwa spod nóg - komentowała w
TOK FM Agnieszka Graff, amerykanistka, z Ośrodka Studiów Amerykańskich UW.
Dodała, że podział ze względu na płeć istniał w Stanach od lat, zwykle 2-3 proc. więcej kobiet niż mężczyzn głosowało na kandydata Demokratów.
W tych wyborach, ta różnica jest znacznie większa (13 proc.): 56 do 43 proc. I bardzo wyraźnie ją widać również w konserwatywnych, republikańskich stanach, gdzie wygrał John McCain.
Na 20 stanów, w których zwyciężył, tylko w dwóch (Utah i Arizonie) kobiety i mężczyźni głosowali tak samo. W pozostałych różnice w rozkładzie głosów kobiet i mężczyzn są znaczne. W Georgii - 13 proc., Tennessee - 11 proc, Mississippi - 9 proc., w Teksasie, Montanie, Alasce i Idaho - 8 proc., w Płn Dakocie, Kansas i Płd. Karolinie - 7 proc.
Najmniejsze różnice (2-4 proc.) są w Oklahomie, Zach. Wirginii, Nebrasce i Wyoming.
Gdyby decydowały kobiety, w Georgii (15 głosów elektorskich) i Montanie (3 głosy elektorskie) wygrałby Obama.