- Amerykańskie tsunami emocji znów się rozlało. Ruszyło wraz ze łzami miliona ludzi w Parku Granta w Chicago, zapłakanych ze szczęścia, wzruszenia, i przede wszystkim dumy - tak Marcin Gadziński, korespondent Gazety.pl w
USA skomentował wybór Amerykanów.
- Amerykanie są czasem beznadziejni. Patetyczni, płytcy, powierzchowni, prostaccy. Aroganccy i głupi. Bezczelni i żałośni. Ale czasem, mam wrażenie że dużo częściej niż inne narody, są niesamowici. Porywający, natchnieni, brawurowo odważni. Bije od nich wtedy jakaś poświata pozytywnej energii, która roznosi się nie tylko po całym kraju, ale i świecie -
twierdzi Gadziński. Dowodem na wspaniałość Ameryki jest dla niego właśnie zwycięstwo Obamy, syna Kenijczyka i białej kobiety z amerykańskiej prowincji. - Dziś ich syn jest prezydentem najpotężniejszego kraju na świecie - przypomina korespondent.
Zdaniem Gadzińskiego cały świat poczuł wczoraj "unikalną amerykańską energię" porównywalna tylko z lądowaniem człowieka na Księżycu, żalem po zamachu na Kennedy'ego czy przerażeniem po ataku 11 września. "Emocjonalne tsunami" to zdaniem korespondenta najtrafniejsze określenie nastroju, jaki ogarnął świat po ogłoszeniu wyników amerykańskich wyborów. - Ameryka wybrała Baracka Obamę na prezydenta i jest z siebie dumna. Ma z czego - podkreśla Gadziński.
Magdalena Środa: Zamiast dziadka z Wehrmachtu - babcia z Hawajów - Zazdroszczę (Amerykanom) emocji wyborczych, nadziei związanych ze zmianą władzy, kultury politycznej i osobistej kandydatów -
pisze na blogu etyk Magdalena Środa. Amerykańską kampanię zestawia przy tym z polską sceną polityczną. - Żaden z kandydatów nie zatrudnił w swoim sztabie Jacka Kurskiego, więc zamiast dziadka z Wehrmachtu była autentyczna babcia z Hawajów. Nie było również fruwających teczek i służb specjalnych ani prywatnych uraz i wzajemnych nienawiści. Jeśli były, to głęboko i umiejętnie skryte - przypomina.
Środa podkreśla, że amerykańska kampania była wolna od chwytów poniżej pasa i nie zaniżała poziomu politycznej debaty. - Zazdroszczę Amerykanom takich polityków, którzy nie dość, że mają do powiedzenia coś, co porywa i elektryzuje tłumy, to ponadto umieją poprawnie, a nawet finezyjnie budować zdania i doskonale panować nad mową ciała, która wyraża pozytywną energię, a nie kompleksy i niechęć wobec świata - podkreśla. Komentatorka przekonuje, że pomimo braku osobistej sympatii dla McCaina słuchała go z zainteresowaniem ponieważ "miał klasę i budzący szacunek styl politycznej walki".
"Więcej niż ulotki" - Najbardziej zazdroszczę Amerykanom tego, że ich politycy opierają swoją karierę i działalność na starannie przygotowanym intelektualnym fundamencie, że mają wokół siebie świetnych doradców, ludzi wykształconych, myślących tyleż o sukcesie swojego polityka, co o ciągłości i dobru państwa. Mniej jest wśród nich nieopierzonych młodzieńców żądnych własnej kariery, szaleńców korzystających z usług służb specjalnych, by zgnoić przeciwnika, więcej specjalistów od dobrego PR-u - mówi.
Środa zwraca też uwagę na zaangażowanie polityczne zwykłych obywateli, które "nie kończy się z chwilą rozlepienia wyborczych ulotek". Zaznacza, że w taki sposób rodzi się kultura polityczna i społeczne zaufanie, którego w Polsce ogromnie brakuje. - No i zazdroszczę im Obamy - dodaje.
Tomasz Machała: Oby "Country First" było hasłem polskich polityków Innego zdania jest
Tomasz Machała , dziennikarz telewizji
Polsat. Podkreśla, że sam gdyby mógł poparłby McCaina. Amerykanom zazdrości jednak kultury politycznej, której świadkiem był na wiecu przegranego kandydata Republikanów.
Przypomina, że tuż po ogłoszeniu wyników wyborów pokonany John McCain zmienił plan spotkania z wyborcami. Zamiast swoich 2000 zaprzysięgłych zwolenników zaprosił na wiec wszystkich chętnych. Stanął przed zgromadzonym przed hotelem w Phoenix tłumem i oświadczył: "To nie jest wasza, tylko moja porażka". - Nie szukał spisku i układu. Nie mówił o liberalnych mediach (chociaż tłum głośno mu to podpowiadał). Nie zwalał na nikogo poza sobą winy - przypomina Machała. Przywołuje słowa McCaina o gratulacjach złożonych zwycięskiemu rywalowi. Wobec niezadowolonego tłumu mówi, że Obama będzie także jego prezydentem.
- Tak, dziś na trawniku w Phoenix naprawdę zazdrościłem Amerykanom. I bardzo chciałbym żeby hasło wyborcze tej kampanii McCaina "Country First" stało się stałym hasłem, nie wyborczym, ale codziennym wszystkich polskich polityków - podkreśla.
Bartosz Węglarczyk: Czekam na czarnego prezydenta Francji Podobnymi spostrzeżeniami
dzieli się na blogu Bartosz Węglarczyk, dziennikarz "Gazety Wyborczej". - Słuchając przemówienia McCaina zastanawiałem się, czy oglądają je nasi politycy. Czy któryś z nich zastanowi się, co to znaczy "interes kraju" i na czym polega przekładanie interesu narodu nad własne bagienko. Czy ktokolwiek potrafiłby wygłosić takie wystąpienie w Polsce? - pyta.
Zdaniem Węglarczyka w trakcie amerykańskich wyborów stały się dwie rzeczy: - Po pierwsze - Ameryka udowodniła, że te wszystkie bzdety o efekcie Bradley'a, o podziemnych rzekach, o rasizmie, o ukrytych strachach Amerykanów były g...o warte - twierdzi.
Dziennikarz przekonuje, że "trzeba trzymać za tego prezydenta kciuki. Także w naszym własnym interesie".Mówi, że Ameryka jest niesamowitym miejscem. - Teraz czekam, aż Brytyjczycy czy Francuzi wybiorą czarnego prezydenta - ironizuje Węglarczyk.
Agnieszka Graff: Ameryka ma potencjał budzenia nadziei - Było nam już ciężko z tymi Republikanami u władzy, takim prowincjonalizmem, odklejeniem retoryki Ameryki od tego, co ona robi: te tortury, te zdjęcia z Abu Ghraib. Amerykańskie marzenie przestało być dla nas piękną bajką, stało się jakimś paskudztwem - mówiła Agnieszka Graff, amerykanistka z Ośrodka Studiów Amerykańskich UW w
radiu TOK FM.
- Obama, to jest wielka szansa, że Ameryka nie tylko w sensie miejsca na świecie, ale też miejsca w wyobraźni ma szansę się odnowić, potrwać. Bo Ameryka od pokoleń była tym marzeniem o lepszym świecie. Ja to widzę w kategoriach wyobraźni zbiorowej, światowej. Ameryka ma swój potencjał budzenia nadziei, poczucia, że ludzie są dobrzy, niewinni. I Obama nam troszkę to zwraca - mówi.
Wybory prezydenckie na zdjęciach: