Rozentuzjazmowany tłum w Chicago wiwatował na cześć Baracka Obamy - 44. prezydenta Stanów Zjednoczonych. - Yes, we can!" krzyczeli zwolennicy Obamy, gdy ogłoszono wiadomość o jego zwycięstwie
Oczekując na pojawienie się Baracka Obamy, tłum zgromadzony w Grant Park w Chicago, oprócz piosenki Steve Wondera, wysłuchał przemówienia pokonanego Johna McCaina. Republikanin gratulował Obamie zwycięstwa i chwalił jego zalety.
Patetyczną atmosferę wielkiego święta budowała specjalnie dobrana muzyka wraz ze światłem laserów. Oślepiający błysk reflektorów skierowanych na scenę był potęgowany przez wzniesione telefony komórkowe. Wszędzie powiewały amerykańskie flagi i transparenty. Tłum spontanicznie skandował hasła wyborcze Obamy i bił brawo, wiele osób miało łzy w oczach. Wśród 200 tyś osób znaleźli się ludzie w każdym wieku i kolorze skóry.
Gdy się prezydent-elekt pojawił się na niebieskiej scenie i światło reflektorów skierowało się na niego, okrzykom radości nie było końca. Barack Obama pojawił się przed zgromadzonymi wraz z żoną i córkami. Kiedy rodzina polityka zeszła ze sceny, entuzjazm tłumu sięgnął zenitu. Obama był zmuszony odczekać chwilę, aby spokojnie rozpocząć przemówienie.