Wojskowi zniszczyli zabudowania wokół "dzikiego" (wybudowanego bez pozwolenia) żydowskiego osiedla na Zachodnim Brzegu. Wczoraj rząd izraelski apelował, aby nie finansować nielegalnych osiedli, bo "ich budowa prowadzi do eskalacji przemocy". Wojskowe buldożery, wsparte przez policjantów, zniszczyły dziś cztery budynki wokół osiedla Migron, położonego obok Ramalli.
Fot. DAN BALILTY AP
Izraelska armia zburzyła domy na Zachodnim Brzegu, 03.11.2008 r.
Żydowscy osadnicy na terytoriach okupowanych są ostoją ultra-prawicowej myśli politycznej, toteż takie ruchy zawsze rodzą obawę wybuchu przemocy. Na razie nie ma jednak żadnych doniesień o konieczności zastosowania siły przez policję. Informację o dokonaniu wyburzeń przekazał mediom rzecznik izraelskiej armii.
Wczoraj minister obrony Ehud Barak zapowiedział, że policja i armia będą bardziej stanowczo podchodzić do kwestii nielegalnych osiedli na Zachodnim Brzegu. - Służby mundurowe będą dalej bezwzględnie egzekwować prawo, które nielegalni osadnicy łamią - powiedział Barak w parlamentarnym przemówieniu.
Odkąd izraelska armia rozebrała osiedle w pobliżu Hebronu w zeszłym tygodniu doszło do kilku starć osadników z policją i wojskiem. Część gabinetu rządowego w ostrych słowach opowiadała się za siłowym rozwiązywaniem takich sytuacji podczas spotkania w niedzielę. Wicepremier Haim Ramon przypomniał, że w izraelskich więzieniach przetrzymywanych jest 700 Palestyńczyków (bez procesu) za "mniejsze" przestępstwa.
- Czemu mielibyśmy nie robić tego samego (areszt bez procesu - przyp. red.) wobec osadników? - pytał Ramon.
Na Zachodnim Brzegu znajduje się około 100 nielegalnych osiedli - niektóre składają się zaledwie z kilku lepianek, a inne są mini-miastami z dużą ilością budynków oraz własnymi źródłami wody i prądu. Zazwyczaj są dobudowywane do istniejących legalnie osiedli, jednak dzieje się to wbrew prawu.
W legalnych osiedlach na Zachodnim Brzegu mieszka ponad 260 tysięcy osób, dodatkowe 200 tysięcy mieszka w wschodniej części Jerozolimy.