Prezydencki minister
Mariusz Handzlik mówił, że prezydent
Lech Kaczyński chciałby polecieć razem z premierem Donaldem Tuskiem na listopadowy szczyt UE. Jednak premier nie chce lecieć na szczyt jeśli poleci tam prezydent.
Tusk poinformował na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Gabinetowej, że o wyjeździe na nadzwyczajny szczyt UE do Brukseli poświęcony kryzysowi finansowemu rozmawiał "chwilę" z Lechem Kaczyńskim. - Prezydent powiedział, że jeszcze będzie się zastanawiał, ale widziałem po sposobie rozmowy na ten temat, że nie ma w tej kwestii zapiekłości i że jeden z nas pojedzie tam, i będzie w sposób kompetentny - jestem o tym przekonany - reprezentował Polskę - ocenił szef rządu.
Prezydent przedstawi stanowisko rządu Lech Kaczyńskipoinformował, że zdecydowali podczas Rady Gabinetowej z premierem, iż "oddzielnie" ustalą sprawę składu delegacji na szczyt UE 7 listopada. - Myślę, że jeżeli będą potrzebne dwa krzesła, to będą - powiedział L. Kaczyński nawiązując do tego, że dla delegacji każdego państwa ma być przygotowane w siedzibie Rady Europejskiej podczas spotkania przywódców państw i rządów jedno krzesło.
Nadzwyczajny szczyt 7 listopada w Brukseli poświęcony będzie kryzysowi finansowemu.
Premier Tusk zaznaczył, że najważniejsze dla niego jest, by "prestiż Polski nie ucierpiał, toteż - jak mówił - jeśli prezydent chce jechać do Brukseli", to rząd "wyposaży go we wszystkie potrzebne do dobrego reprezentowania Polski na tym spotkaniu instrumenty, począwszy od transportu, skończywszy na instrukcjach rządowych i ekspertach".
Awantura przed poprzednim szczytem Przed poprzednim październikowym spotkaniem unijnych przywódców doszło do ostrego sporu między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem o skład polskiej delegacji. Po kilkudniowym konflikcie na posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli byli zarówno prezydent, jak i premier, ale Lech Kaczyński poleciał do Brukseli wyczarterowanym samolotem, bo kancelaria premiera nie zgodziła się, by skorzystał z samolotu rządowego. Prezydent uczestniczył w części obrad szczytu, mimo że nie znalazł się w składzie delegacji, który rząd oficjalnie zgłosił do Brukseli.