Klient na wózku to nie nasz pan

W niedzielne popołudnie zaprosiłam niepełnosprawnego tatę na szarlotkę. W Dolce Vita potraktowano nas jak idiotów, do Szarej Villi nie wpuszczono - opowiada nasza Czytelniczka
Tato naszej Czytelniczki miał wylew. Porusza się na wózku inwalidzkim. W niedzielę po południu poszli do kawiarni Dolce Vita przy Karkowskiej na szarlotkę na ciepło. Poprosili również o wodę mineralną oraz o dwie szklanki.

- I wtedy się zaczęło. Kelnerka powiedziała, że nie może nam podać drugiej szklanki, bo takie ma przepisy - opowiada kobieta. - Początkowo mnie ta sytuacja rozbawiła, bo poczułam się jak za komuny albo w "Misiu" Barei. Zaproponowałam, że dopłacę kilka złotych za umycie tej dodatkowej szklanki, ale kelnerka się uparła - mówi.

Poprosiła więc o rozmowę z menadżerem. - Ten podszedł i zamiast załagodzić sytuację zrobił mnie i moim rodzicom, w tym ojcu na wózku wykład, że gdybyśmy chcieli zamówić kawę latte, to przecież nie dałby nam w jednej szklance kawy, a w drugiej mleka. To było cyniczne. Wyszliśmy - zaznacza nasza rozmówczyni.

Pojechali do Szarej Willi przy Oleskiej, bo tam również podawana jest szarlotka na ciepło. Ale i tam mieli pecha. Drzwi dla niepełnosprawnych były zamknięte. - Barmanka wytłumaczyła mi, że to dlatego, że często wchodzili nimi sprawni. Klucza nie znalazła, co dla nas oznaczało, że wracamy do domu. I wcale nie chce mi się z tego powodu śmiać - kwituje nasza Czytelniczka.

Dwie szklanki to już chaos

Zapytaliśmy w Dolce Vita dlaczego nie podano drugiej szklanki do zamówionej wody mineralnej. - Takie mamy zasady, ponieważ wydawanie dwóch szklanek powodowałoby chaos w zamówieniach - tłumaczy pracownik lokalu. - Wszystkie zamówienia realizujemy na palmtopach i każdą operację typu wydanie dodatkowej szklanki musielibyśmy wpisywać osobno. A to w wypadku dużego ruchu skutkowałoby opóźnieniami w naszej pracy i pomyłkami - wyjaśnia.

Przyznaje przy tym, że ze względu na stan ojca klientki można było nieco te reguły nagiąć. Zaznacza jednak, że zachowanie klientki na to nie pozwalało. - Byłem świadkiem tego, jak nazwała obsługująca ją kelnerkę "głupią babą". Jeśli klient nie szanuje obsługi, to mamy prawo mu jej odmówić - stwierdza.

Potwierdza to Wiesław Kołodziej, jeden z kierowników Dolce Vita. - Nie było mnie przy tej konkretnej sytuacji, jednak jeśli nasi pracownicy są traktowani nieodpowiednio, to rzeczywiście mogą odmówić obsługi. Nie uważam przy tym, by nasz lokal był nieprzyjazny niepełnosprawnym, w końcu mają oni specjalny podjazd do wejścia - przekonuje Kołodziej.

Ktoś nie pomyślał

Z kolei w Szarej Willi powiedziano nam, że przyczyną zamkniętych drzwi dla niepełnosprawnych jest usterka, która pojawiła się w nich trzy dni temu. - Te drzwi zacięły się z nieustalonej przyczyny i nie można ich otworzyć zarówno z zewnątrz, jak i od wewnątrz - tłumaczy Wojciech Duczmal, menadżer obiektu.

Zapewnia, że wezwano już firmę do ich naprawy. - Do końca tygodnia drzwi znów będą otwarte - deklaruje. I mówi, że klienci z ojcem na wózku mogli wejść do restauracji inną drogą. - Trzeba najpierw skorzystać z windy, która znajduje się w garażu, wjechać nią na kręgielnię, a stamtąd przedostać się specjalnym przejściem do restauracji - tłumaczy.

Nie jest w stanie powiedzieć, dlaczego o tej nieco skomplikowanej trasie nie powiedziano naszej Czytelniczce. - Najwyraźniej ktoś nie pomyślał - stwierdza menedżer.