Po co nam Warszawa?

Jan Dziadul
23.10.2008 , aktualizacja: 23.10.2008 16:20
A A A Drukuj
Ruch Autonomii Śląska postrzegany był do tej pory jako regionalny folklor polityczny. Wszystko było w porządku, dopóki zrzeszał wyłącznie Ślązaków. Teraz jest inaczej. Czy to znaczy, że groźniej?
Jerzy Gorzelik
Fot. Marcin Tomalka / AG
Jerzy Gorzelik
Okładka ''Polityki'' nr 43
Okładka ''Polityki'' nr 43
Kilka lat temu autonomistami zajmował się Urząd Ochrony Państwa (tytuł niedawnej konferencji: "Przejawy separatyzmu na Górnym Śląsku"). Od 2004 r. na czele RAŚ stoi Jerzy Gorzelik, rocznik 1968. Wcześniej ruchem kierowali ludzie pamiętający przedwojenną autonomię. Ślązacy z krwi i kości. - Jestem Ślązakiem, bo jestem stąd - mówi Gorzelik. Właśnie ta deklaracja stała się powodem narodowej troski o polską rację stanu na Śląsku. Pod kierownictwem Gorzelika zmieniono w statucie RAŚ definicję Ślązaka. Wcześniej autonomiści odwoływali się do wielopokoleniowych korzeni. Teraz RAŚ liczy prawie 7 tys. członków i przyjmowani są wszyscy, którzy akceptują statut ruchu. Przewodniczący zaprasza dominującą na Śląsku polską ludność napływową. Miszungów i krojcoków, jak się nazywa pokolenia z małżeństw mieszanych; krzoków, którzy za pracą przywędrowali tu z różnych regionów kraju i zapuścili korzenie. Przyciąga zdeklarowanych Niemców i Ślązaków skłaniających się ku niemieckości.

- Czy to jest groźne dla Polski? - pyta retorycznie Gorzelik. Jest zniesmaczony dyskusją o separatyzmie na Górnym Śląsku. - Generalnie nie odróżniano separatyzmu od autonomii - zauważa.

Przedwojenna autonomia

Niedawno katowicki sąd zarejestrował ugrupowanie Śląski Ruch Separatystyczny. - Traktowałem to jako żart, dopóki nie sprawdziłem, że taka organizacja w Polsce powstała - mówi Gorzelik. Przypomina, że ten sam sąd odmówił rejestracji Związku Ludności Narodowości Śląskiej, ponieważ dopatrzył się w tej inicjatywie podtekstów politycznych. - A ruch separatystyczny, który z definicji ma dążyć do oderwania od państwa, jest w porządku? - ironizuje.

Związany z PO działacz samorządowy mówi, że był zaskoczony rejestracją separatystów. - Wprawdzie to kanapowe ugrupowanie, ale gdybym nie znał założycieli, pomyślałbym, że taką firmę stworzyły służby specjalne, żeby mieć na widelcu tych, którzy chcą rozkawałkować kraj - przyznaje.

Co do Gorzelika: - Nie podoba mi się, że ostentacyjnie dystansuje się od kraju, bo dla niego Polska to "ta Polska" lub "wasza Polska", ale to chyba sposób na polityczne istnienie w Europie - ocenia samorządowiec. - Nie spodziewam się, aby na krajowej scenie wywoływał burdy, ale z pewnością rozpoczął długi marsz ku autonomii. Choć na razie uspokaja, że zależy mu jedynie na wyższym stopniu samorządności.

Jerzy Gorzelik - historyk sztuki, magisterium na Uniwersytecie Jagiellońskim, doktorat na Uniwersytecie Wrocławskim, pracuje w Zakładzie Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego. Uważany jest za jednego z najwybitniejszych znawców śląskiego baroku. Wstąpił do RAŚ w 1996 r. Wcześniej związany był z Solidarnością Walczącą i Ligą Republikańską. Na studiach w Krakowie założył Śląski Związek Akademicki - to dzisiaj pierwsza kadrowa ruchu.

Śmieszny umysł Ig Noble są kpiną i szyderstwem, ale nie tylko. Uhonorowani zostają wprawdzie autentyczni naukowcy, ale ich prace - przynajmniej na pierwszy rzut oka - wydają się marnowaniem czasu i pieniędzy. Sama uroczystość wręczania słynnych już Ig Nobli obfituje w niezwykłe wydarzenia. Nasz wysłannik przy tym był.



Autonomiści żyli do tego czasu przedwojenną legendą, marzyli o odtworzeniu świata, który pamiętali: w latach 1922-1939 Śląsk miał swój sejm i skarb, a niewielkie województwo dawało ok. 46 proc. polskiego PKB. Tylko co dziesiątą wytworzoną tu złotówkę przekazywano Warszawie. Śląsk mógł samodzielnie zaciągać pożyczki zagraniczne i sam udzielał pożyczek rządowi. Był bogaty, szczególnie na tle reszty kraju. Autonomię oficjalnie zniesiono w 1945 r. dekretem KRN (w 1939 r. zlikwidował ją Hitler). Przedwojennej legendy nie wystarczyło jednak autonomistom na pokonanie progu do parlamentu, choć w wyborach do Senatu działacze RAŚ zbierali po 100 tys. głosów.

Przedwojenna autonomia miała swoje uzasadnienie polityczne (o Górny Śląsk rywalizowaliśmy z Niemcami, które proponowały regionowi podobny status), gospodarcze, etniczne, kulturowe i historyczne (Śląsk przez niemal siedem wieków był poza państwowością polską). Lata PRL zamazały większość różnic między Śląskiem a krajem. Znikł jeden z podmiotów autonomii - rdzenni Ślązacy, którzy stali się mniejszością. Gorzelik zrozumiał, że po raz drugi nie da się wejść do tej samej rzeki.

W 1997 r. Gorzelik stanął na czele Związku Ludności Narodowości Śląskiej. Do koncepcji narodowości przekonał starych działaczy RAŚ, stąd przez kilka lat cała energia autonomistów skupiała się na zarejestrowaniu związku i uznaniu istnienia narodu śląskiego. Kiedy dowiedział się o tym Tadeusz Kijonka, znany poeta, redaktor naczelny miesięcznika "Śląsk", powiedział, że dziadek Gorzelika - portret Zdzisława Hierowskiego wisi w redakcji - w grobie się przewraca. Dziadek ze strony matki urodził się w Przemyślu, na Śląsk przyjechał z rodzicami w 1922 r. w ramach akcji polonizacyjnej. W Krakowie ukończył polonistykę, w Katowicach zajmował się krytyką i historią literatury. Fascynował go polski romantyzm.

Etniczny ruch polityczny

O takich jak on mówiono, że przynieśli na Śląsk kaganek oświaty. Hierowski uważał, że Śląsk jest polski, ale przez wieki został zniemczony. Należał do nacjonalistycznego Obozu Narodowo-Radykalnego, który zwalczał niemieckość i tendencje autonomiczne. - A w czasie wojny związany był z Narodowymi Siłami Zbrojnymi - dodaje Gorzelik. Przedwojenne działania dziadka traktuje jak narzucanie Ślązakom wartości, z jakimi mieli niewiele wspólnego. Daleko spadło jabłko od jabłoni: - Dziadka ze strony matki nie pamiętam, a w moim rodzinnym domu nigdy nie pachniało polskim nacjonalizmem - wspomina. Misję dziadka tak ocenił w "Gazecie Wyborczej": "Polski system oświaty to indoktrynacja. Ślązaków polonizowano, wmawiano nam, że mamy inną ojczyznę. Śmieszy mnie, gdy słyszę, że inteligenci, którzy tutaj przyjeżdżali, nieśli kaganek oświaty. Kultura zaczyna się od czystych ubikacji, a z tym na Śląsku nie było kłopotów". - To ta ziemia wydała 11 noblistów - lubi podkreślać Gorzelik.

Matka Jerzego Gorzelika urodziła się na Górnym Śląsku. Ojciec, również Jerzy, miał pokoleniowe śląskie korzenie: jeden z jego dziadków był powstańcem, drugi - komisarzem plebiscytowym. Parli do Polski. Za to bracia komisarza głosowali za Śląskiem niemieckim. Ojciec był polskim oficerem, w 1939 r. trafił do niemieckiej niewoli, z której uciekł. Był członkiem Związku Walki Zbrojnej, więźniem Auschwitz i Dachau. Po wojnie dwa lata spędził w więzieniu za szkalowanie władz PRL. - Rodzinny dom przesiąknięty był śląskością i gniewem wobec tego, co komuniści po wojnie zrobili z Górnym Śląskiem - wspomina Gorzelik.

Salon w głowie. Najbardziej znienawidzonym i najczęściej piętnowanym fenomenem III RP jest salon. Publicyści IV RP już nawet nie wyjaśniają, o czym piszą, kiedy go krytykują. Przecież wiadomo.



Piotr Spyra, członek zarządu województwa śląskiego, mówi, że w osobie Gorzelika objawił się nacjonalizm śląski. Zna Gorzelika jeszcze z manifestacji antykomunistycznych, w których uczestniczył jako członek NZS. W jego rodzinie także na pierwszym miejscu stawiano walkę z systemem. - Jestem Ślązakiem, co oznacza, że jestem Polakiem - podkreśla swój wybór. I wszystkich tych, którzy identyfikują się z Polską.

Spyra, politolog, rówieśnik Gorzelika, jest dzisiaj jednym z najostrzejszych recenzentów jego działań. W odpowiedzi na inicjatywę powołania narodu śląskiego stworzył Ruch Obywatelski Polski Śląsk. Wybór Spyry pokazuje, jak bardzo poplątane są śląskie losy. I jak mało z tego reszta kraju rozumie. Rodzina Spyry od pokoleń związana jest ze Śląskiem Górnym i Cieszyńskim. Dwóch jego wujków zginęło w niemieckich mundurach pod Stalingradem. Ale dziadek - nauczyciel, pierwszy inteligent w rodzinie, nie podpisał volkslisty. - Wojnę spędził w kilku obozach koncentracyjnych, cudem ocalał.

Spyra uważa, że działalność RAŚ, ZLNŚ i kilku innych organizacji śląskich wpisuje się w tzw. ruch ślązakowski, który dążył przed wojną do uzyskania przez Śląsk państwowości. Wtedy ze śląskości czerpano inspiracje polityczne do osiągnięcia tego celu. - Był taki czas, że RAŚ otwarcie głosił hasła separatystyczne, choć jak Jerzy Gorzelik został szefem autonomistów, to przynajmniej publicznie kierunek ten został wyciszony. Dostrzega jednak ponowną radykalizację ślązakowskich ugrupowań.

Spyry nie razi to, iż Gorzelik pojęcie autonomii próbuje przekuć w mniej kontrowersyjną większą samorządność dla Śląska (i innych regionów). - Tu się zgadzamy, bo reforma samorządowa zatrzymała się w pół kroku. Wytyka za to Gorzelikowi karygodny błąd: uruchomienie procesu narodowotwórczego. Dzisiaj nie sposób przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie ten etniczny ruch polityczny.

Wojna o naród

Podziel się