Tusk: Prezydentura? Byłbym obłudnikiem, gdyby mnie to nie interesowało

awe
20.10.2008 , aktualizacja: 21.10.2008 08:25
A A A Drukuj
Donald Tusk Fot. Wojciech Olkusnik / AG Donald Tusk
- W wielu sondażach jest moje nazwisko i byłbym obłudnikiem, gdybym powiedział, że mnie to nie interesuje -tak Donald Tusk odpowiedział w programie TVN "Teraz my" na pytanie o start w wyborach prezydenckich. Podkreślił, że Polsce potrzeba prezydenta, który będzie dobrze współpracował z rządem.
Donald Tusk (na zdjęciu ze Zbigniewem Religą) podczas kampanii prezydenckiej w 2005 r.
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Donald Tusk (na zdjęciu ze Zbigniewem Religą) podczas kampanii prezydenckiej w 2005 r.
- Kiedy patrzę na ciężkie losy moich politycznych partnerów, którzy byli lub są prezydentami, to wiem, że nie jest łatwy chleb. Nie ma czego szczególnie zazdrościć - odpowiedział Tusk pytany, czy będzie kandydował na prezydenta. Przekonywał, że jako premier "ma bardzo poważną rolę do odegrania". Zaznaczył, że funkcja premiera Polski to wielkie wyzwanie. Przekonywał, że to nie jest przystanek "w marszu do". - Bardzo bym chciał przejść tych kilka lat w poczuciu dobrze spełnionej roboty -stwierdził.

Przyznał jednak, że "nie chce być obłudnikiem". Przypomniał, że sondaże i komentatorzy wskazują na dwóch najważniejszych kandydatów z PO i PiS. - W wielu sondażach jest moje nazwisko i byłbym obłudnikiem, gdybym powiedział, że mnie to nie interesuje - mówił. Przekonywał jednak, że wolałby przejść do historii Polski jako bardzo dobry premier. Jako szef rządu ma bowiem realną władzę i odpowiedzialność.

"Trochę emocji by zeszło"

Pytany, czy realnym kandydatem w wyborach prezydenckich mógłby być Radosław Sikorski podkreślił, że chciałby, aby finał jego rządów przebiegał w harmonijnej atmosferze. Tłumaczył, że w wyborach w 2010 roku powinien wystartować ktoś, kto ma szansę zbudować taką harmonijną sytuację.- Jeśli to będę ja, podejmę taką decyzję. Jeżeli będzie to kto inny nie będę się wahał, żeby poprzeć takiego kandydata - odpowiedział.

Tusk zgodził się, że jego deklaracja o niekandydowaniu uspokoiłaby atmosferę polityczną. - Nie wykluczam, że trochę emocji z tego polskiego życia politycznego by zeszło - przyznał. - Nie ukrywam, że dobrze odczuwam oczekiwania części opinii publicznej i nie jestem przekonany, czy Polacy chcą usłyszeć, że Tusk kapituluje, oddaje Kaczyńskiemu pewność, że nie będzie konkurentem - dodał. Podkreślił, że nie musi kandydować "za wszelką cenę". - Ja moje marzenia polityczne dotyczące zaszczytów spełniłem - przyznał.

Pytany o awanturę o wyjazd szczyt w Brukseli oświadczył, że "nie ma w sobie potrzeby dominowania za wszelką cenę". - W tej sprawie byłem bardzo zdeterminowany, bo wiedziałem, o co walczymy - tłumaczył. - Za efekty tej pracy będę ja odpowiadał i polski rząd, a nie pan prezydent - dodał. Mówił, że jechał do Brukseli, "żeby połknąć żabę, którą wyhodowali poprzednicy".

"Spotkam się z Jarosławem Kaczyńskim"

- Liczę na to, że moje spotkanie z szefem PiS Jarosławem Kaczyńskim dojdzie do skutku tuż po powrocie ze szczytu UE-Azja - zadeklarował premier. Tusk rozpoczyna we wtorek kilkudniową wizytę w Chinach. Będzie tam m.in. uczestniczył w rozmowach przywódców Azji i Europy w ramach tzw. Spotkania Azja-Europa (ASEM).

Szef rządu powiedział w TVN, że będzie rozmawiał z Jarosławem Kaczyńskim m.in. o możliwości zmiany konstytucji. Kolejny raz powtórzył, że chce zmiany ustawy zasadniczej tak, by było jasne w czyich rękach jest władza. Sam jednak uchylił się od odpowiedzi, czy wolałby model prezydencki, czy kanclerski.

- Zróbmy takie zmiany, które uniemożliwią taką nieustanną kłótnię paraliżującą działania głównych ośrodków władzy, a ja się zgodzę z waszą (opozycji) propozycją - premier, albo prezydent - podkreślił.

Pytany, dlaczego w Sejmie nie ma konkretnych projektów dotyczących tej sprawy oraz np. zmiany konstytucji, która umożliwiłaby wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, premier odparł: "Ja mogę wprowadzać pod obrady pewne kwestie pod pewnym warunkiem, że mają cień szansy na powodzenie".

Tusk odniósł się też do propozycji zmian konstytucji jakich chce PiS. Złożony w Sejmie przez to ugrupowanie w zeszłym tygodniu projekt dotyczy ułatwienia dostępu do zawodów prawniczych, przymusowego leczenia pedofilów, poszerzenia dostępu do akt IPN oraz odebrania emerytur funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa PRL.- To są propozycje, które są wyłącznie licytacją polityczną, kto jest bardziej radykalny, nie są to propozycje, które mogą uleczyć polski ustrój - ocenił Tusk.

Podziel się