Ponad 100 osób zostało zatrzymanych podczas starcia milicji z uczestnikami marszu na rzecz uznania Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), do którego doszło dziś w Kijowie.
Poinformował o tym jeden z organizatorów akcji, przywódca anarchizującej organizacji "Bratstwo" Dmytro Korczyński.
- Chcieliśmy przejść (główną ulicą Kijowa) Chreszczatykiem, a potem podejść do pomnika Lenina, by podjąć próbę jego zniszczenia, kiedy rzuciła się na nas milicja. Doszło do bójki, w wyniku której zatrzymano 122 osoby - powiedział.
W marszu wzięło udział 400 osób. Według Korczyńskiego wśród zatrzymanych są ranni. Milicja twierdzi tymczasem, że starcie sprowokowali sami uczestnicy marszu, którzy nie chcieli podporządkować się poleceniom funkcjonariuszy. Gdy milicjanci próbowali ich zatrzymać, odpowiedziano im gazem łzawiącym. Uczestnicy marszu byli uzbrojeni w kije i tarcze - podało MSW. Korczyński pochwalił się, że w nocy z piątku na sobotę aktywiści jego organizacji namalowali na pomniku Lenina w Kijowie napisy "UPA". W sobotę pomnika strzegli w związku z tym komuniści i oddziały milicyjne.
W tym roku na Ukrainie obchodzona jest 66. rocznica powstania UPA. Główne uroczystości z tej okazji odbyły się we wtorek i miały pokojowy charakter.
W sobotę organizacje ukraińskich nacjonalistów rozpowszechniły oświadczenie, że nie mają niczego wspólnego z akcją "Bratstwa", określając ją mianem prowokacji.
Podobnego zdania jest Ilko Kuczeriw, szef kijowskiej fundacji "Demokratyczni Inicjatywy".
- Korczyński jest znanym prowokatorem, który pracował dla (byłego prezydenta Ukrainy Leonida) Kuczmy i szefa jego administracji (Wiktora) Medwedczuka. Niewykluczone, że w sprawie maczały palce rosyjskie służby specjalne. Jest to próba dyskredytacji UPA jako ukraińskiego ruchu niepodległościowego - powiedział.
UPA walczyła podczas II wojny światowej zarówno przeciwko Niemcom, jak i ZSRR. Od wiosny 1943 r. prowadziła także działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do jej całkowitego usunięcia z tych terenów. Zdaniem historyków jej ofiarą padło ok. 100 tys. Polaków.