Czytaj też: Prezydent po 10 minutach wyszedł z sali obrad
- Było świetnie. Najpierw mówił pan premier, a potem ja - mówił
Lech Kaczyński po wyjściu z kolacji szefów państw, w której uczestniczył razem z premierem Donaldem Tuskiem.
- W swoim wystąpieniu całkowicie poparłem pana premiera. W ogóle się nie kłóciliśmy - zapewniał prezydent Lech Kaczyński. Według niego Sarkozy miał powiedzieć, że skoro Polacy się ze sobą zgadzają, to cała Unia musi się zgodzić. - Pan premier w trakcie spotkania był supersympatyczny, ale na koniec znów nie - mówił prezydent.
Tusk: To nie randka - Nie przyjechałem na randkę, ale by ciężko pracować - powiedział Tusk na pytanie o atmosferę między nim a prezydentem podczas kolacji unijnych przywódców państw.
Premier nie chciał potwierdzić, czy rzeczywiście prezydent poparł jego stanowisko w trakcie rozmów o pakiecie klimatycznym na kolacji. - Pozostawiam to waszej wyobraźni - zwrócił się do dziennikarzy. - Konflikt i kontrowersje wokół tego, jak wygląda polska delegacja, nie pomaga mi w pracy - mówił Tusk. Przyznał, że na tyle, na ile potrafił "prezydent nie przeszkadzał". - Ale jego obecność nie pomagała - dodał.
Premier zapowiedział też, że jeśli nie będzie innego wyjścia, skorzysta z możliwości wetowania odnośnie pakietu klimatycznego.
Możliwa zmiana konstytucji Premier Donald Tusk ocenił, że zapowiedź prezydenta Lecha Kaczyńskiego dotycząca wspólnych udziałów w kolejnych spotkaniach na szczycie jest groźna z punktu widzenia interesu Polski. Nie wykluczył zmian w konstytucji.
- Zapowiedź prezydenta jest groźna z punktu widzenia interesu Polski - powiedział Tusk dziennikarzom. Dodał, że jeśli nie uda się rozstrzygnąć sporu kompetencyjnego, wówczas, "w ostateczności" trzeba będzie zmienić konstytucję.
- 100 proc. racji jest po naszej stronie - zapewniał.
Padło "Prosić to sobie możesz"? - jestem czlowiekiem dobrze wychowanym - tak odpowiedział Tusk na pytanie, czy rzeczywiście powiedział prezydentowi "Prosić to sobie możesz". - Mamy dziś natłok czarnego PR-u - tak skomentował te informacje minister
Radosław Sikorski.
Siedli razem przy stole Premier Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński wspólnie siedzieli przy stole podczas kolacji dla przywódców państw.
Francuskie przewodnictwo w UE poprosiło specjalnego szefa kuchni z Paryża, by opracował wykwintne menu dla przywódców, m.in. zupę z karczochów z czarnymi truflami, grillowanego okonia w słodkich ziołach i czekoladowy deser.
Przed kolacją przywódcy pozowali do tradycyjnego zdjęcia. Prezydent i premier przyszli razem, stając na miejscu przewidzianym pierwotnie tylko dla premiera. Było to złamanie protokołu dyplomatycznego, zgodnie z którym prezydent, jako głowa państwa, ma prawo do miejsca tuż przy gospodarzu spotkania, czyli francuskim prezydencie Nicolasie Sarkozym.
Zgodnie z przekazanym fotoreporterom grafikiem poprawionym po przybyciu prezydenta Lecha Kaczyńskiego na szczyt, miał on stać po lewej stronie Sarkozy'ego, zaś premier Tusk, w tylnym rzędzie po prawej stronie.
Tuż przed zdjęciem służby Rady Europejskiej usunęły jednak położone w odpowiednich miejscach kartki z polską flagą, a obaj polscy politycy stanęli w miejscu przewidzianym dla polskiego premiera w grafiku przekazanym w środę rano - w pierwszym rzędzie daleko po lewej stronie. To miejsce wskazał im szef protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusz Kazana.
Po zdjęciu Lech Kaczyński objął Donalda Tuska, poklepując go po plecach i obaj zeszli z podium dla przywódców, rozmawiając i uśmiechając się.
Prezydent nie porozmawiał o Gruzji Sprawa integralności terytorialnej Gruzji była omawiana na oddzielnej kolacji dla ministrów spraw zagranicznych, w której uczestniczył Radosław Sikorski. Na kolacji premiera i prezydenta były omawiane sprawy pakietu klimatycznego.
Prezydent kontra premier w Brukseli - relacja na żywo