Sikorski: jesteśmy w Brukseli nie po to, żeby siedzieć na jakimś krześle

dżek
15.10.2008 , aktualizacja: 15.10.2008 17:13
A A A Drukuj
Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski powiedział tuż po rozpoczęciu szczytu, że Polska - reprezentowana na szczycie przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska - nie będzie mówić jednym głosem. - Europa nie wie, z kim ma do czynienia - dodał.
Minister Radosław Sikorski
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Minister Radosław Sikorski

Prezydent i premier w Brukseli: relacja na żywo



- To jest rada europejska, która zadecyduje o przepływach finansowych w skali europy sięgających setek miliardów euro w związku z pakietem klimatycznym. Tuż przed radą odbyło się spotkanie grupy państw zainteresowanych tym, żeby ochrona klimatu była do zniesienia przez gospodarki nowych krajów Unii - mówił dziennikarzom Sikorski. - To spotkanie i stworzenie wspólne stanowiska to sukces Polski, który pokazuje, że jesteśmy w grze. A gramy o to, byt odwrócić decyzje z wiosny z 2007r., które naraziłyby naszą gospodarkę na olbrzymie straty. To pokerowa gra, w której Polska jest gotowa złożyć weto, jeśli nastąpiły próby narzucenia nam przymusu osiągnięcia porozumienia ws. pakietu klimatycznego już w przyszłym miesiącu - dodał.

Sikorski twierdzi, że na sali obrad będą musiały zapadać szybkie decyzje. Te rozmowy i to, co będzie powiedziane na sali musi być robione przez osobę upoważnioną, która dysponuje pełną wiedzą i która ponosi pełną polityczną odpowiedzialność za te decyzje.

Prezydent popsuł koronkową robotę?

- Pan prezydent nam znacznie utrudnił zadanie. Stworzył rzeczywistość, w której nasi partnerzy nie mają jasności co do jednolitego stanowiska Polski. Polska nie ma dwóch polityk zagranicznych, a w tej chwili wygląda na to, że ma. Bo stanowisko pana prezydenta w szeregu kluczowych spraw jest przeciwne do stanowiska rządu. Pan prezydent ustanowił siebie jako prezydenta opozycyjnego wobec rządu i chce w imieniu rządu przemawiać i podejmować decyzje. To niedopuszczalne - mówił Sikorski.

Wg szefa MSZ sytuacja jest konstytucyjnie i protokolarnie bezprecedensowa. - Pan prezydent i premier ustalą to między sobą. Rząd ponosi odpowiedzialność i ma kompetencje, by decydować o finansach i pakiecie klimatycznym. To nie dotyczy spraw zagranicznych. Będzie dotyczyć przyszłości kopalń, konsumenta i obywatela, to sfera spraw wewnętrznych, czyli spraw rządu - dodał Radosław Sikorski.

Nie wiemy, co zrobi prezydent

Minister ubolewa, że ekipa rządowa nie wie, co powie i co zrobi prezydent w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego - Rząd uchwałą rady ministrów wezwał. prezydenta do podpisania Traktatu. Sejm ratyfikował traktat. Zdania są przeciwne. Gdyby Polska miała się wypowiedzieć, to premier Tusk powie o stanowisku rządu, a pan prezydent? Nie wiemy, co powie. Dlatego nie życzyliśmy sobie jego obecności. Poruszanie sprawy traktatu nie jest w polskim interesie - mówił Sikorski.

Szarpać się nie będziemy o krzesła

- Prezydent ma precedensję protokolarną, jesteśmy dżentelmenami, nie będziemy się szarpać. Pan prezydent patrzy na to jako na sprawę precedensji i prestiżu, a my jako kwestię funkcjonalności w zabieganiu o polskie interesy. My tu walczymy o to, by uzyskać dobre rozstrzygnięcia ws. pakietu klimatycznego, a nie po to, żeby siedzieć na jakimś krześle.

Sikorski uważa, że prezydent nie może wypowiedzieć się kompetentnie na temat poziomu rezerw bankowych, czy daty przystąpienia do strefy euro.

Specjalny raport o sporze prezydenta i premiera.





Podziel się