Kaczyński i Tusk usiedli obok siebie, ale prezydent szybko wyszedł

us, asz, PAP
15.10.2008 , aktualizacja: 15.10.2008 20:56
A A A Drukuj
Nie było skandalu. Na kilka minut przed rozpoczęciem obrad premier Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński zasiedli obok siebie. Mina premiera wskazywała, że nie był zachwycony obecnością prezydenta. Politycy wyraźnie unikali swojego wzroku. Po 10 minutach miejsce Kaczyńskiego zajął minister Rostowski, bo rada zajęła się tematami finansowymi. Prezydent wyszedł. Lech Kaczyński zapewnił, że wybierze się razem z Donaldem Tuskiem na kolację, a informacje, że znajduje tam się tylko jedno krzesło dla delegacji to nieprawda.
Premier Donald Tusk w Brukseli
Fot. Michel Euler AP
Premier Donald Tusk w Brukseli
Lech Kaczyński
Fot. Filip Klimaszewski / AG
Lech Kaczyński
Uśmiechnięty Lech Kaczyński po przybyciu do Brukseli
Fot. Thierry Charlier AP
Uśmiechnięty Lech Kaczyński po przybyciu do Brukseli
Lech Kaczyński
Fot. Thierry Charlier AP
Lech Kaczyński

Premier kontra prezydent w Brukseli - relacja na żywo



Najpierw tuż przed godz. 15.00, do budynku Justus Lipsius, gdzie odbywa się szczyt wszedł premier Donald Tusk wraz z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim oraz ministrem finansów Jackiem Rostowskim. Następnie, osobno tuż przed 16.00 podjechał samochód z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Do budynku, w którym odbywa się szczyt prezydenta i jego ochroniarza, wbrew oczekiwaniom, wpuszczono bez problemu. Na zewnątrz musiał jednak zostać prezydencki minister Michał Kamiński

Obaj - prezydent i premier - zasiedli obok siebie przy stole obrad. Podali sobie ręce i każdy z nich przywitał się też z gospodarzem spotkania prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym. Ministrowie Radosław Sikorski i Jacek Rostowski, którzy mieli towarzyszyć przy stole premierowi, opuścili salę po przywitaniu się przedstawicielami innych delegacji. Chwilę później tłumaczyli dziennikarzom: - Jednak jesteśmy dżentelmenami. Jak przyszedł prezydent, wyszliśmy z sali.

Sikorski po opuszczeniu sali obrad wyraźnie zdenerwowany mówił: - Prezydent utrudnił nam zadanie, wygląda na to, że mamy dwie polityki zagraniczne. - Europa nie wie, z kim ma do czynienia - mówił szef MSZ. Jego zdaniem prezydent Lech Kaczyński "tworzy nową rzeczywistość polityczną", bo z powodu jego obecności na szczycie, Polska nie będzie mówić jednym głosem.

"Jesteśmy dżentelmenami, nie będziemy się szarpać". Przeczytaj, co jeszcze powiedział minister Sikorski



Prezydent wychodzi po 10 minutach

Pierwsza debata na szczycie ograniczyła się do wystąpienia premiera Irlandii Briana Cowena na temat powodów odrzucenia przez Irlandczyków Traktatu z Lizbony w czerwcowym referendum. Według uczestniczącego w debacie Gerta-Hansa Poetteringa, polski prezydent nie zabrał w głosu i nie poinformował też, kiedy podpisze Traktat.

- Prezydent Kaczyński nic nie powiedział o Traktacie z Lizbony, ani czy (go) podpisze. Premier Tusk zresztą też. Ale siedzieli obok siebie - powiedział przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Poettering po zakończeniu pierwszej części szczytu.

Po debacie o Traktacie z Lizbony, która trwała 10 minut prezydent wyszedł z sali, a jego miejsce na czas rozmów o kryzysie finansowym zajął minister finansów Jacek Rostowski.

"Prosić to ty sobie możesz"

Minister Kownacki powiedział, że prezydent wychodząc z pierwszej części sesji poprosił premiera o zrelacjonowanie mu przebiegu obrad, podczas których nie będzie obecny. W odpowiedzi - relacjonował szef Kancelarii - usłyszał od Tuska: "Prosić to ty sobie możesz" . Kownacki dowiedział się o tym od Lecha Kaczyńskiego.

Pytany przez polskich dziennikarzy o tę wypowiedź, szef gabinetu premiera Sławomir Nowak powiedział, że nic takiego nie słyszał, ale nie sądzi, by premier mógł tak powiedzieć.

Minister Kownacki poinformował ponadto, że Lech Kaczyński weźmie udział w wieczornej kolacji uczestników szczytu. Podkreślił, że będzie tam obecny zarówno prezydent, jak i premier.

O czym rozmawiają na szczycie?

Szczyt w Brukseli poświęcony jest przede wszystkim sprawom gospodarczym, ale nie tylko. W pierwszej sesji weźmie udział szef Parlamentu Europejskiego, a krótka, półgodzinna debata będzie poświęcona przyszłości Traktatu Lizbońskiego.

Premier Irlandii Brian Cowen ma przedstawić przyczyny odrzucenia Traktatu w czerwcowym referendum, ale na rozmowy o próbach rozwiązania tej sytuacji jest jeszcze za wcześnie - to będzie temat grudniowego szczytu.

Później unijni przywódcy skupią się na dyskusji o kryzysie finansowym. Mają rozmawiać o skoordynowanych działaniach, które uspokoją rynki. Wiele miejsca szefowie państw i rządów poświęcą też pakietowi klimatyczno-energetycznemu, zakładającemu znaczną redukcję emisji dwutlenku węgla. Polska sprzeciwia się niektórym zapisom, bo - jak argumentuje - jeśli pakiet wejdzie w życie za 5 lat drastycznie wzrosną ceny energii. Gdy szefowie państw i rządów będą dyskutować o pakiecie, ministrowie spraw zagranicznych zajmą się sytuacją w Gruzji i relacjami z Rosją.

Prezydent w znakomitym humorze

- Z tego co wiem, pan premier działa w sposób wysoce niekonwencjonalny, tak bym to określił - zaznaczył Lech Kaczyński. - To mnie i śmieszy, i żenuje - dodał. Zaznaczył też, że jest w bardzo dobrym humorze i nie da się sprowokować.

Dopytywany wcześniej, czy zabraknie miejsca dla któregoś z ministrów, odparł: "Tak, i tak się bardzo często zdarza, bo tam ministrowie spraw zagranicznych nie odgrywają istotniejszej roli". - Tak tam po prostu jest, tam rolę odgrywają szefowie, tam jest to bardzo silne zhierarchizowanie, no niestety, co zrobić - dodał.

Podziel się