Wojna samolotowa już się zakończyła, ale trwa spór o akredytacje. Przedstawiciele prezydenta twierdzą, że Lech Kaczyński identyfikator ma. Jednak pracownicy Sekretariatu Rady UE podkreślają, że dokumentu nie wydali. - Jestem zażenowany sytuacją. Jeszcze nigdy w historii nie zdarzyło się, by z jednego kraju napływały dwie prośby o identyfikatory. Taką sytuację można sobie wyobrazić w kraju, gdzie był zamach stanu - stwierdził jeden z urzędników.
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Donald Tusk i Lech Kaczyński
Fot. sxc.hu
Akcja została przygotowana w ramach działań promujących prezydencję Polski w Radzie Unii Europejskiej.
Pracownicy Sekretariatu mówią, że o sprawie słyszeli, ale "na razie nie otrzymali żadnego podania o identyfikator dla prezydenta Polski". Przyznają jednocześnie, że polska delegacja mogłaby otrzymać akredytacje i prezydent mógłby uczestniczyć w szczycie. Podobny skład ma delegacja rumuńska.
Rząd tego kraju dostarczył do Sekretariatu Rady UE podania o akredytowanie prezydenta, premiera oraz ministrów finansów i spraw zagranicznych. Wszystkie osoby zostały przyjęte. Fotografie czterech polityków rumuńskich widnieją na oficjalnej publikacji z uczestnikami szczytu. Z Polski na razie są w niej tylko trzy zdjęcia, bez prezydenta Kaczyńskiego.
- Na sali obrad w Brukseli będą mogły jednocześnie przebywać i tak tylko po dwie osoby z każdej delegacji - zastrzegły źródła unijne.
Poettering: Mam nadzieję, że będzie porozumienie
- Mam nadzieję, że prezydent i premier dojdą do porozumienia. Nie do mnie należy dawanie rad. (...) Ale obaj są chrześcijanami, więc powinni ze sobą współpracować jak chrześcijanie - powiedział przewodniczący PE, Hans-Gert Poettering.
Zobacz galerię zdjęć: okładki dzienników o sporze na linii premier-prezydent: