Kwaśniewski podkreślił, że prezydent po objęciu urzędu nie jest osobą prywatną. - Gdyby coś mu się stało, to koszty byłyby wielkie - powiedział. Przekonywał, że mamy do czynienia z wielkim konfliktem politycznym i konstytucyjnym między dwoma obozami politycznymi, mamy rywalizację przed wyborami prezydenckimi za dwa lata, mamy bardzo twarde i niedobre działania obozu obu panów, które dalej komplikują sytuację".
Jego zdaniem najlepszym wyjściem byłoby przyjęcie ustawy kompetencyjnej, która porządkuje zakres domen, w których porusza się prezydent i premier w polityce zagranicznej. Twierdzi, że gdyby taka ustawa była "bylibyśmy w innej sytuacji prawnej". - Trzeba do tego pomysłu wrócić i powiedzieć, że
Rada Europejska to domena rządu, że premier kieruje delegacjami i ma prawo zaprosić prezydenta do udziału w delegacji - stwierdził.
" To oczywiście osłabi Polskę, gorzej nawet ośmieszy" Były prezydent przypomniał, że spotkanie w Brukseli jest rządowe. Przyjmuje się tam decyzje wykonawcze, które dotyczą rządu. - Spotkanie dotyczące Gruzji jest w jakimś momencie i gdyby tak było, to ja w ogóle nie widzę problemu. Wtedy mówi się: Panie prezydencie zapraszamy serdecznie i wtedy prezydent w takim spotkaniu uczestniczy - zaznaczył.
- Zawsze uważałem, że szczyty unijne były domena rządu, ja na nie jeździłem poza dwoma szczytami ceremonialnymi. Gdyby ten obyczaj wypracowany przez dziesięć lat podtrzymać, to nie mielibyśmy problemu - powiedział.
- Sarkozy może śmiać się z tego, może się pukać w czoło. On tam pewnie ze swoimi współpracownikami boki zrywa, twierdząc jaka Francja jest wspaniała. Mają uciechę naszym kosztem - stwierdził Kwaśniewski. Zapewnił jednak, że Kaczyński otrzyma od Francji wszelkie możliwe przepustki i wejdzie na salę. - Nie wyobrażam sobie, że do tych dwóch krzeseł odbywa się wyścig. Jeżeli wejdą na salę w tym samym czasie, to jest ostateczny moment, żeby pójść po rozum do głowy i siądzie na tych krzesłach prezydent z premierem - zaznaczył. Według niego "jeżeli dojdzie tam do jakieś wymiany zdań to tym gorzej". - Widziałem takie szczyty, że Chirac i Jospin siedzieli do siebie plecami, ale głos zabierał jeden z nich - przypominał.
- To oczywiście osłabi Polskę, gorzej nawet ośmieszy -stwierdził Kwaśniewski.
Marcinkiewicz: To prezydent sprowokował konflikt Były premier Kazimierz Marcinkiewicz uważa, że to prezydent sprowokował konflikt w sprawie tego kto powinien lecieć na szczyt do Brukseli. Marcinkiewicz, który był gościem radiowej "Trójki" podkreślił, że Lech Kaczyński powiadomił o swoim wyjeździe poprzez media, bez uzgodnień z rządem.
Były premier nazwał obecny konflikt pośmiewiskiem. Jego zdaniem, Polska ośmiesza się w zachodnich mediach, które nie piszą o stabilności polskiej gospodarki, tylko o obecnym konflikcie. Kazimierz Marcinkiewicz podkreślił, że premier powinien jechać na szczyt, gdyż to Rada Ministrów odpowiada za współpracę międzynarodową.
Były premier podkreślił, że najważniejszym elementem szczytu jest
kolacja, na której 27 szefów państw Unii przez kilka godzin załatwia najważniejsze sprawy. Jego zdaniem, jeśli nie będzie na niej premiera, Polska nie zbuduje swojej pozycji w polityce europejskiej.
Kazimierz Marcinkiewicz dał do zrozumienia, że sprawcą tych konfliktów jest
Prawo i Sprawiedliwość . Jego zdaniem, jest to strategia obliczona na zmniejszenie zainteresowania Polaków polityką i zyskanie poparcia wyborców.
Okładki dzienników o sporze na linii premier-prezydent: 