W tym momencie 36. specjalny pułk lotnictwa transportowego dysponuje dwoma kompletnymi załogami zdolnymi do pilotowania VIP-owskich samolotów, którymi latają głównie premier i prezydent. To rodzi koszmarne sytuacje,
takie jak ta obecna - gdy zachorował dowódca jednej z załóg, w związku z czym są dwie maszyny, ale latać może tylko jedna.
- Niestety, po ostatnich dwóch falach odejść w marcu i sierpniu stan osobowy jeśli chodzi o dowódców załóg pozwala na skompletowanie jedynie dwóch załóg zdolnych do pilotowania VIP-owskich
Tu-154. Natomiast byłem świadkiem rozmowy dowódcy specpułku z ministrem obrony narodowej w sprawie przekazania na kilka tygodni jednego z samolotów w celu dokończenia szkolenia dowódcy trzeciej załogi i prawdopodobnie do końca roku ta załoga będzie gotowa do lotów - poinformował pułkownik Grzegorzewski.
Zdaniem dowódców samego 36. pułku, jak i wyżej taki stan rzeczy, tj. trzy załogi na dwie maszyny, jest wystarczający. Tę ocenę potwierdził w rozmowie z Gazeta.pl Grzegorz Hołdanowicz, redaktor naczelny "Raportu" - pisma poświęconego wojskowości.
- Współczynnik 1.5 (1.5 załogi na jedną maszynę - przyp. red.) jest generalnie standardowy dla wojsk lotniczych. Daje on niezbędną rezerwę dla wykonywania zadań, no i z całą pewnością jest to sytuacja lepsza niż dwie załogi - powiedział Hołdanowicz.