Przeprosin na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej" i "Rzeczpospolitej" oraz 50 tys. zł domaga się Jarosław Kaczyński od Agory. Były premier poczuł się dotknięty zawartą w jednym z artykułów sugestią, że mógł popełnić przestępstwo podpisując zarządzenie o niszczeniu dokumentów przez ABW. Kaczyńskiemu nie podobał się też rysunek, który ilustrował tekst. Wyrok poznamy 21 października.
Rysunek Jacka Gawłowskiego, który ilustrował artykuł ''Co niszczą w ABW?''
W artykule Wojciecha Czuchnowskiego z listopada ubiegłego roku poinformowano, że dwa dni po przegranych przez PiS wyborach Jarosław Kaczyński podpisał zarządzenie o zasadach niszczenia dokumentów przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zdaniem autora tekstu podpisane przez premiera zarządzenie pozwalało na niszczenie tzw. dokumentów legalizacyjnych wykorzystywanych przez funkcjonariuszy podczas tajnych akcji. Cytowany przez "GW" ekspert sejmowej speckomisji uznał, że premier Kaczyński podpisując zarządzenie przekroczył swoje uprawnienia. - To był artykuł, który w istocie oskarżał mnie, że za czasów moich rządów, za moją wiedzą i zgodą służby specjalne dopuszczały się łamania prawa albo zgoła przestępstw. Według mojej wiedzy nic takiego nie miało miejsca - mówił dziś w sądzie Jarosław Kaczyński. Jak tłumaczył były premier zarządzenie trzeba było przygotować, bo żadne przepisy nie regulowały kwestii niszczenia dokumentów legalizacyjnych.
"GW" dostało się też za rysunek
Zarzuty byłego premiera nie kończą się na treści artykułu. Jarosławowi Kaczyńskiemu nie spodobała się też ilustracja do tekstu. - W moim i powszechnym przekonaniu karykatura prezentowała nie agenta tylko mnie, jako osobę, która przy pomocy miotły czyści jakieś nieczystości, śmiecie - wyjaśniał przed sądem Kaczyński. Jak stwierdził rysunek zawierał " bardzo dobrze zrozumiały i obraźliwy komunikat, że oto przestępca, który był przy władzy, a po utracie władzy przystępuje do zacierania śladów". Nie obyło się bez historycznych odniesień. -Proszę pamiętać, że to jest motyw, który począwszy od 44 roku występował w ikonografii tego typu - wymieciemy śmiecie z Polski - AK itd. - tłumaczył Kaczyński.
Za naruszenie dóbr osobistych były premier domaga się od Agory 50 tys. zł zadośćuczynienia i publikacji przeprosin na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej" i "Rzeczpospolitej". Warszawski Sąd Okręgowy ogłosi wyrok 21 października.
Czuchnowski: Na rysunku jest agent służb specjalnych
Wcześniej przesłuchany Czuchnowski - spytany, kto jest na karykaturze - powiedział, że mężczyzna z miotłą w jesionce i kapeluszu to agent służb specjalnych, "który w metaforyczny sposób robi po sobie porządki". Wcześniej zeznawał, że po depeszy PAP z 5 listopada 2007 r. omawiającej zarządzenie premiera zainteresował się szczególnie datą wydania dokumentu. "Naturalną uwagę wzbudzają wszelkie czynności ustępujących władz - nominacje, zmiany prawa..." - mówił.
Czuchnowski zeznał, że zwrócił się o opinię na temat zarządzenia do eksperta - b. funkcjonariusza UOP oraz ABW i wskazał on, że niepokój budzi dopuszczenie w nim możliwości niszczenia dokumentów legalizacyjnych. "Wszystko to znalazło się w tekście, podobnie jak relacje z konferencji prasowej premiera Kaczyńskiego, w której zarzucił nam nieprawdę. Opublikowaliśmy też wypowiedź posła z sejmowej komisji ds. służb specjalnych, który przyznał, że komisja - opiniując projekt zarządzenia - nie zwróciła należytej uwagi na te kwestie" - dodał dziennikarz.
50 tys. "dla swoich"?
Odnosząc się do samego żądania pozwu - 50 tys. zł na cel społeczny - mec. Łepkowski uznał je nawet za zbyt małe, w porównaniu z potencjałem Agory i zasięgiem oraz opiniotwórczością "Gazety Wyborczej".
"Zachodzi pytanie, czy żądanie 50 tys. zł jest rzeczywiście na cel społeczny, czy może dla +swoich+" - replikował prawnik Agory mec. Rogowski wskazując, że celem społecznym nie jest np. pomoc ubogim, ale fundacja "Solidarna Wieś", we władzach której zasiadają byli politycy Porozumienia Centrum.
Mec. Rogowski uznał też, że nie ma mowy o naruszeniu jakichkolwiek dóbr osobistych Jarosława Kaczyńskiego i w ogóle zachodzi prawna wątpliwość, czy może on żądać, by przepraszano go jako byłego premiera. "Do wystąpienia z takim żądaniem prawo ma jedynie urzędujący premier" - podkreślił.
"Kaczyński nie zna standardu demokratycznego państwa"
Prawnik Agory uznał też, że nie mieści się w standardzie demokratycznego państwa pozywanie gazet przez polityków, skoro mają oni do dyspozycji cały aparat biur prasowych i mogą zwoływać konferencje, by tak odpowiadać na zarzuty mediów. "Prasa zaś jest od tego, by patrzeć władzy na ręce. Jeśli pan Kaczyński tego nie rozumie, to nie zna też standardu demokratycznego państwa" - dodał mec. Rogowski.
Jego zdaniem pozew J. Kaczyńskiego jest jedynie jego odpowiedzią ma pozew Agory przeciwko niemu. Wydawca GW żąda od b. premiera przeprosin i wpłaty 50 tys. zł na cel społeczny za jego słowa o związkach Agory z postkomunistyczną oligarchią oraz za porównanie "GW" do "Trybuny Ludu" z 1953 r. Wyrok w tym procesie Sąd Okręgowy ogłosi 14 października. Tydzień później - w tej sprawie.