Ocaliliśmy Polskę przed katastrofą - mówił przed Sądem Okręgowym w Warszawie Wojciech Jaruzelski. Generał zeznawał dziś przez prawie 4 godziny w procesie autorów stanu wojennego.- Prokuratura IPN sprowadziła moje postępowanie do kategorii pospolitego przestępstwa kryminalnego. Odcięła mnie i innych oskarżonych od naszego politycznego usytuowania - mówił. Na rozprawę - jak zwykle - nie stawił się Czesław Kiszczak.
Fot. Adam Kozak / AG
Proces siedmiu członków WRON i Rady Państwa, 02.10.2008 r.
Fot. Adam Kozak / AG
Ławy sędziowskie na początku procesu
Fot. Czarek Sokolowski AP
Wojciech Jaruzelski oraz Stanisław Kania na pierwszym procesie ws. stanu wojennego, 12 września br.
Fot. Adam Kozak / AG
Ocaliliśmy Polskę przed katastrofą - mówił przed sądem gen. Wojciech Jaruzelski
Gen. Jaruzelski - w grudniu '81 I sekretarz PZPR, premier PRL, szef MON i WRON - oskarżony jest o "kierowanie związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym" i o podżeganie Rady Państwa do przekroczenia uprawnień. Przygotował 200 stron wyjaśnień. Zeznania będzie kontynuowała 6 października.
Wg generała, w zarzutach prokuratorów IPN brak logiki i spójności. - IPN sprowadził moje postępowanie do kategorii pospolitego przestępstwa kryminalnego. Odciął mnie i innych oskarżonych od naszego politycznego usytuowania - mówił wspominając wielogodzinne narady, podczas których oceniana była sytuacja w kraju. Przypomniał, że taki właśnie zarzut stawia się bossom gangów.
Jaruzelski: "Solidarność" nie była hufcem aniołów
- Nie ma świętych ludzi i ruchów i dotyczy to też "Solidarności". Działało w niej wielu ludzi, których szanuję i podziwiam, ale nie była ona dwumilionowym hufcem aniołów - dowodził Jaruzelski podkreślając, że w 1981 kraj pogrążony był w chaosie, co groziło interwencją ZSRR. Zaprzeczał jednak tezie IPN, że celem władz była likwidacja związku.
- Jeśli prokuratura zbudowała akt oskarżenia na punkcie o związku przestępczym, powinna też dostrzec, że był on prawnie umocowany. Nie był generalskim widzimisię - mówił Jaruzelski. Podkreślił, że cechy organów władz PRL były inne niż w grupie przestępczej, organy te miały również inne cele.
Wspomniał o zbrodniach ludzi z aparatu państwa, m.in. zamordowaniu ks. Popiełuszki i tragedii w "Wujku". Jak mówił - choć dowiedział się o nich "po latach" - bierze za nie odpowiedzialność, jednak władzy nie można przypisywać każdej zbrodni. Podkreślił, że w stanie wojennym "wojsko nigdy nie użyło broni" i zaprzeczył, by zabito wtedy ok. 100 osób.
Odniósł się też do drugiego zarzutu (art.18 Kk par. 2, nakłanianie Rady Państwa do przekroczenia uprawnień). To oskarżenia bezpodstawne - powiedział Jaruzelski - bo członkowie Rady zaakceptowali "wyższą konieczność". Podkreślił też, że pisząc o "podżeganiu" prokuratorzy obrażają członków Rady, którzy byli osobami odpowiedzialnymi i nierzadko wybitnymi, jak prof. Jabłoński. - Niestosowne jest traktowanie Rady Państwa jako ślepego i lękliwego narzędzia - dodał. Jaruzelski uważa, że wydanie przez Radę Państwa PRL dekretów o stanie wojennym podczas sesji Sejmu było "uchybieniem konstytucyjnym", a nie przestępstwem.
Podkreślił też dekret Rady Państwa o stanie wojennym z 12 grudnia zatwierdził Sejm i to, że do aktu oskarżenia nie dołączono jako dowodu stenogramu z obrad Sejmu 25 stycznia. Poprosił też, by prokuratorzy sprecyzowali, na czym polegała w przypadku stanu wojennego "zbrodnia komunistyczna". Bo akty z 25 stycznia 1981, 21 lipca 1983 i 23 października 1986 czyniłyby również wszystkich posłów odpowiedzialnych za tę zbrodnię - argumentował.
Jaruzelski o politycznym kontekście procesu
Wcześniej przypomniał przed sądem "być może przypadkowe" słowa Jarosława Kaczyńskiego z kilku publikacji w prasie i z książki z 2006 (m.in. "Gen. Jaruzelski i przywódcy stanu wojennego są zdrajcami i powinni stanąć przed sądem"). Przypomniał, że Lech Kaczyński też mówił, iż cieszy się, że Jaruzelskiemu postawiono zarzuty. - Też się cieszę razem z panem prezydentem, bo ufam, że sprawę obiektywnie rozpatrzy niezawisły sąd - skomentował generał.
"Ocaliliśmy Polskę przed katastrofą"
- Nie pozuję na uciśnioną niewinność, Nie mówię, że byłem inny niż byłem, co zdarza się wielu. Bliskie mi było przesłanie socjalizmu, ale i konieczność jego reformowania oraz obowiązek obrony Polski w realnie istniejącym świecie. Odpowiedzialność biorę dla siebie. Wyrazy gniewu i niechęci niechaj będą skierowane wyłącznie do mnie - mówił Jaruzelski.
- Nie oznacza to jednak uznania winy w kontekście aktu oskarżenia. Wprowadzenie stanu wojennego powodowane było wyższą koniecznością i ocaliło Polskę przed katastrofą - podkreślił. Jak dodał, "Solidarność" miała - w jego opinii - "rację historyczną", władza - "rację pragmatyczną, sytuacyjną". Jego zdaniem, pozwoliło to zapobiec katastrofie i dojść do punktu w którym przemiany mogły zrealizować się nie jako "konfrontacyjne burzenie", ale jako "pokojowy demontaż".
Generał krytykuje IPN
Zarzucił prokuraturze IPN, która skonstruowała akt oskarżenia, że argumenty polityczne wtłacza w "kostium kryminalny". - Podstawowym kryterium powinny być fakty o logicznie z nich wypływające wnioski. Dlatego będę przytaczał wiele dokumentów - mówił generał. Zarzucał IPN przede wszystkim braki w materiale dowodowym i nieprzesłuchanie drugiej strony.
Zaprotestował przeciw wykorzystywaniu tego procesu do "doraźnych celów politycznych". Wspominał o historycznym znaczeniu Okrągłego Stołu i o tym, jak liderzy PiS, w tym Ludwik Dorn (którego cytował) go negują. Przypomniał też - cytując wyniki badań - że polskie społeczeństwo nie chciało na początku lat 80. wprowadzenia kapitalizmu i że długo dochodziło do jego akceptacji. Podkreślił, że do dziś większość społeczeństwa uważa wprowadzenie stanu wojennego za uzasadnione.
Przedstawił analogiczne instrumenty zapobiegania kryzysom jak stan wojenny w PRL w innych konstytucjach (m.in. II i III RP). - Gdyby wtedy stan wojenny nazywał się wyjątkowym, jego wydźwięk, zarówno w Polsce.
Proces ws. stanu wojennego
Proces siedmiu członków WRON i Rady Państwa (która formalnie wprowadziła stan wojenny) ruszył we wrześniu. Główni oskarżeni to 84-letni Jaruzelski, 82-letni gen. Kiszczak - członek WRON i szef MSW oraz 80-letni Kania, były I sekretarz KC PZPR.
Zarzuty - które przedawnią się w 2020 - dotyczą kierowania i udziału w "związku przestępczym o charakterze zbrojnym, mającym na celu popełnianie przestępstw" oraz przekroczenia uprawnień. Oskarżonym grozi do 10 lat więzienia. Twierdzą oni, że nie popełnili przestępstwa, bo działali w stanie tzw. wyższej konieczności wobec groźby sowieckiej interwencji. W grudniu 1981 nie było takiej groźby, a państwa Układu Warszawskiego uznały, że sprawa leży w wyłącznej gestii władz PRL - ocenia IPN.