- Będę argumentował, że nie ma żadnego powodu, żeby wyrzucać mnie z partii - stwierdził Dorn, który ma stanąć przed koleżeńskim sądem partyjnym. Były wiceprezes
PiS jest od roku zawieszony w prawach członka partii. Według ustaleń "Dziennika" w ten sposób władze partii chcą uniknąć decyzji o jego wyrzuceniu. Powodem usunięcia Dorna ma być naruszenie statutu partii a nie sprawa alimentów.
- Najkrótsza definicja celebryty to taka, że jest to człowiek znany z tego, że jest znany. Definicja mojej osoby to taka, że jest to człowiek, którego po raz kolejny usiłuje się wyrzucić z partii - twierdzi Dorn. Jego zdaniem argumentacja, na podstawie której stawia się go przed sądem koleżeńskim "w każdym punkcie jest do wyśmiania".
Jak dziękowano wybitnym przywódcom Przekonywał, że wytacza sprawę o ochronę dóbr osobistych "nie prezesowi partii tylko panu Jarosławowi Kaczyńskiemu". - Jeżeli pomówił mnie i oczernił to obrona dobrego imienia jest granicą gdzie kończy się lojalność wobec prezesa - stwierdził. - Dla mnie
Prawo i Sprawiedliwość to nie jest pan Kaczyński tylko zespół ludzi i nadzieja dla Polski. Kaczyński szkodzi partii i występuje przeciw tej nadziei - przyznał były prezes PiS. Podkreślił, że ma nadzieję, że "partia rozliczy Kaczyńskiego za szkodzenie jej" . - Bardzo wybitnym przywódcom różne partie mówiły: Panu już dziękujemy - odpowiedział na pytanie, czy jest możliwa zmiana na stanowisku prezesa tej partii.
Według niego w PiS "powstał polityczny plan, który właśnie się zawalił nie tylko wyrzucenia z partii, ale jeszcze moralnego zdezawuowania". Przypomniał, że na jesieni wyraził "obawy co do kierunków, w które Kaczyński pcha partię" - Teraz te moje obawy się potwierdzają - stwierdził.
"Jeszcze tu wrócę!" Dorn zapewnił, że wie o istnieniu dużego niezadowolenia i rozgoryczenia w partii. - Jeśli nie zostanę wyrzucony dzisiaj, to dlatego że na Nowogrodzkiej w centrali rozdzwoniły się telefony od posłów okręgowych z terenu, którzy mówili "nie". Jeżeli można sięgnąć do takich metod jak wobec mnie to potem każdego może to spotkać - mówił. - Jak mnie wyrzucą z PiS -u to powiem jak generał McArthur w 1942, kiedy Japończycy wyrzucili go z Filipin: Ja tu jeszcze wrócę! Czy mi się uda wrócić to zobaczymy. Mam nadzieję, że do tego czasu pan Kaczyński nie wykończy mojej partii - przekonywał.
Kaczyński: Wstawiłem się za biednymi dziećmi Jarosław Kaczyński pytany w "Sygnałach Dnia" o konflikt z Ludwikiem Dornem przyznał, że nie zamierza go przepraszać.
Były wiceprezes PiS pozwał obecnego prezesa do sądu o ochronę dóbr osobistych po tym, jak ten publicznie poruszył kwestię jego alimentów. - My żyjemy w dziwnym kraju. Ci, którzy ścigają przestępców sami są ścigani. Jeśli ktoś się wstawił za biednymi dziećmi jest ścigany przez media. Ja się nie nadaję do takiej praktyki - stwierdził prezes PiS.