Polacy zdobyli kanion Colca. I się pokłócili

29.09.2008
Studentom z Gliwic udało się zejść do niezdobytego jeszcze peruwiańskiego kanionu Colca. Podróżnik, który był tam z nimi, twierdzi, że bez jego pomocy marnie by skończyli.

Polecamy: Zagraniczni studenci: Katowice to miła wioska



Kanion Colca to jedna z największych atrakcji turystycznych Peru. Śmiałków przyciągają księżycowy krajobraz i nagie, prawie pionowe skały. Jako pierwsi, niemal 30 lat temu, na dół zeszli Polacy. Wśród nich był wtedy podróżnik Jerzy Majcherczyk. Po tamtej wyprawie do zdobycia został jeszcze najtrudniejszy odcinek, gdzie nigdy nie stanęła ludzka stopa. - Nie ma już wiele białych plam na mapie. Dlatego dla podróżnika to ogromne wyzwanie, tym bardziej że eksplorowałem już wcześniejsze odcinki kanionu - mówi Majcherczyk.

W zeszłym roku w sprawie wspólnej ekspedycji dogadał się z Akademickim Klubem Turystycznym "Watra" z Gliwic, ale zamiast organizować wyprawę, wybuchła kłótnia. Każdy winę przypisuje drugiej stronie. - Okazało się, że pan Majcherczyk zmienił plany i zaczął montować nową ekipę za naszymi plecami - mówią studenci.

Polecamy: Śląskie ma być lepsze od gór i morza



- Członkowie klubu zachowali się niepoważnie. W pewnym momencie na prawie trzy miesiące zerwali ze mną kontakt - twierdzi z kolei Majcherczyk.

Stanęło na tym, że do Peru wyruszyły dwie konkurencyjne wyprawy. Polsko-amerykańsko-peruwiańska pod kierunkiem Majcherczyka miała duży budżet, sponsorów i profesjonalny sprzęt do badań naukowych. Studenci i absolwenci z Gliwic byli przy tym podróżniczymi kopciuszkami. - Ale nie amatorami. Co prawda nie byliśmy wcześniej w takich miejscach, ale mamy lata treningu i wiemy, jak poruszać się w takim terenie - przekonują.

Obydwie ekspedycje w sierpniu spotkały się na dnie kanionu. Rozegrała się tu walka na miarę wyścigu do bieguna, sprzed prawie stu lat między Amundsenem i Robertem Scottem.

- Zeszli do kanionu specjalnie dwa dni przed nami - mówi o gliwiczanach Majcherczyk.

- Deptali nam po piętach, aż w końcu wyprzedzili nas o kilkadziesiąt metrów - opowiada o wyprawie Majcherczyka Anna Rosiek, uczestniczka ekspedycji Watry.

W końcu obie ekipy jednak się połączyły. Zdecydował rozsądek. Ludzie Majcherczyka mieli lepszy sprzęt, w tym pontony i kajaki, a studenci byli lepiej przygotowani do wspinaczki. Na górę wszyscy wrócili razem i rozstali się w przyjaźni.

Awantura wybuchła dopiero później.

- Nie może tak być, że pan Majcherczyk przypisuje cały sukces wyprawy swojej ekipie. Zeszliśmy na dół pierwsi, ale on w ogóle o nas nie wspomina w wywiadach ani programach telewizyjnych. Jakby nas tam w ogóle nie było. Czasem tylko opowiada, jak uratował grupkę "niedożywionych sierot" - denerwuje się Szymon Sazanow, student Politechniki Śląskiej.

Majcherczyk sprawę przedstawia zupełnie inaczej. - Gdyby nie nasza pomoc, studenci mogliby w ogóle z kanionu nie wyjść. Byli źle przygotowani, pod koniec wyprawy trzęśli się z zimna i głodu. Uratowaliśmy im życie - mówi podróżnik. Jego wersję potwierdza prof. Marek Pozzi, geolog. - Byli nieodpowiedzialni i źle wyposażeni. W takim stanie o wypadek nietrudno - mówi o studentach.

- To kłamstwo - odpierają zarzuty studenci. Spokojnie dalibyśmy sobie radę bez pomocy ekipy pana Majcherczyka. Na pewno nie byliśmy też krańcowo wyczerpani, bo od razu ruszyliśmy do Boliwii - mówi Rosiek. Jej zdaniem Majcherczyk rozpowiada różne rzeczy, bo chce sobie przypisać sławę odkrywcy kanionu.

Skomentuj:
Polacy zdobyli kanion Colca. I się pokłócili
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje