Opinie do wyrkou TK: prof. Piotr Kruszyński, dr Michał Zaremba
- To przepis z czasów stanu wojennego i niczemu dobremu nie służy, a już z pewnością nie wolności słowa ani wolności prasy - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl redaktor naczelny "Gazety Kościańskiej" Jerzy Wizerkaniuk. - W zachodnich państwach nie ma tego przepisu, a demokracja ma się dobrze - dodaje.
Votum separatum od wyroku zgłosił sędzia Andrzej Rzepliński. Uznał on, że przepisy dotyczące autoryzacji są niezgodne z konstytucją i podkreślił, że gdyby istniał wymóg autoryzacji nigdy nie ukazałyby się wywiady Oriany Fallaci z Chomeinim czy Jaserem Arafatem. - Jako obywatel chcę mieć pewność, że polityk podejmuje mądre decyzje w trudnych sytuacjach, jeżeli polityk nie jest pewny tego, co mówi, to jaką możemy mieć pewność, że podejmie dobre decyzje w trudnych sytuacjach - powiedział Rzepliński.
Skargę Wizerkaniuka poparł również przedstawiciele Sejmu i Rzecznika praw obywatelskich. Jednak Trybunał uznał, że autoryzacja jest przejawem prawa do rzetelnej, jasnej, konkretnej, nie wprowadzającej w błąd informacji. - Odbiorca ma przekonanie, że autor wypowiedzi utożsamia się z nią - orzekł Trybunał.
- Ten przepis rzekomo ma chronić czytelnika przed manipulacją i gwarantować prawdziwość informacji. Ale czym innym jest autoryzacja jak nie manipulowaniem tekstem? - Pyta retorycznie Wizerkaniuk.
Wywiad z Mylerem W całej sprawie chodzi o skargę redaktora naczelnego "Gazety Kościańskiej" Jerzego Wizerkaniuka. Dziennikarki gazety przeprowadziły w lutym 2003 roku wywiad z posłem Tadeuszem Mylerem (
SLD) na jego wyraźne zaproszenie. Wywiad dotyczył stosunku posła do protestów rolnych oraz kwestii biopaliw; dziennikarki starały się też wyjaśnić oskarżenia dotyczące rzekomego wyłudzenia przez posła kredytów na działalność gospodarczą.
Kiedy dziennikarki, po skróceniu wywiadu z 40 do trzech stron, przesłały mu tekst, w maju 2003 roku poseł skierował do redakcji list, w którym napisał że rezygnuje z autoryzacji. Wówczas redaktor naczelny zdecydował o publikacji nie tylko części wywiadu, przesłanej do autoryzacji, ale całego wywiadu, zaczerpniętego ze stenogramu.
Sprawa trafiła do sądu, gdyż Myler skierował do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - wywiad został opublikowany bez jego zgody i bez autoryzacji. Wizerkaniuk został uznany w 2004 roku przez Sąd Rejonowy w Poznaniu za winnego naruszenia dóbr osobistych Mylera. Postępowanie warunkowo umorzono na rok, a Wizerkaniuk musiał zapłacić 1 tys. zł na cel społeczny.
Redaktor złożył skargę do TK Wizerkaniuk w 2005 roku złożył skargę do TK, przystąpił do niej Rzecznik Praw Obywatelskich. Zdaniem skarżącego kwestionowane przepisy prawa prasowego przewidujšc karę grzywny lub ograniczenia wolności są niezgodne z konstytucją. W ocenie Rzecznika nie sposób odmówić słuszności argumentacji Wizerkaniuka, który dowodzi, że zapisy prawa prasowego, przewidujące karę grzywny lub pozbawienia wolności za publikację wywiadu bez autoryzacji są niezgodne z konstytucją.
Zgodnie z art. 14 Prawa prasowego z 1984 roku "publikowanie lub rozpowszechnianie w inny sposób informacji utrwalonych za pomocą zapisów fonicznych i wizualnych wymaga zgody osób udzielających informacji. Dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była ona uprzednio publikowana". Za naruszenie tych przepisów grozi - zgodnie z art. 49 Prawa prasowego "grzywna lub kara ograniczenia wolności".
Skarga w Strasburgu Wizerkaniuk podkreśla, że dla niego to jeszcze nie koniec. - Złożyłem jakiś czas temu skargę do Trybunału w Strasburgu, została przyjęta i mam nadzieję, że niedługo zostanie rozpatrzona - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl. Redaktor zaznacza, że robi to w interesie środowiska dziennikarskiego. - Okazuje się, że w Polsce pisząc prawdę, samą prawdę i tylko prawdę można zostać ukaranym.