Białoruś: nie ma miejsca dla opozycji

Żaden z kandydatów opozycji nie zasiądzie w białoruskim parlamencie. Po podliczeniu głosów w 100 okręgach wyborczych ze 110 zarejestrowanych na Białorusi wynika, że ani jeden przedstawiciel Zjednoczonych Sił Demokratycznych nie zdobył mandatu. Opozycja uznała wybory za niedemokratyczne; tymczasem rosyjska prasa chętnie cytuje prezydenta Łukaszenkę, który nazwał je "bezprecedensowo transparentnymi".
Z danych Centralnej Komisji Wyborczej wynika, że na lidera Partii Obywatelskiej Anatola Lebiedźkę głosowało niespełna 10 procent wyborców. Po 15 procent głosów dostali liderzy socjaldemokracji i białoruskich komunistów Igor Rynkiewicz i Siergeij Kaliakin. Niezależny kandydat Aleś Michalewicz zanotował 14 procentowe poparcie a córka byłego więźnia politycznego Olga Kazulina uzyskała zaledwie 9 procent głosów.

Podobne rezultaty uzyskali pozostali kandydaci opozycji. Taki wynik nie dziwi liderów opozycyjnych ugrupowań, którzy twierdzą, że wybory zostały sfałszowane.

''Bezprecedensowo transparentne"

Rosyjskie media - komentując wczorajsze wybory parlamentarne na Białorusi - zwracają uwagę na spokojny przebieg głosowania. Prasa w Rosji ponadto pisze o nadziejach wiązanych przez Mińsk z uznaniem przez Zachód wyborów za demokratyczne.

Według "Kommiersanta", białoruskie władze spodziewają się, że Zachód po wyborach uzna nowy białoruski parlament za prawomocny i zniesie sankcje wobec Mińska.

"Europa i Stany Zjednoczone oczekują wyników wyborów, dając do zrozumienia, że są gotowe zmienić stosunek wobec Białorusi, jeśli w parlamencie znajdą się przedstawiciele opozycji. Nadzieje na nowy parlament ma również Moskwa, która oczekuje od niego uznania niepodległości Osetii Południowej i Abchazji" - dodaje "Kommiersant".

Rządowa "Rossijskaja Gazeta" zwraca uwagę na słowa białoruskiego prezydenta. Aleksander Łukaszenka oświadczył bowiem, że na Białorusi zorganizowano "bezprecedensowo transparentne" wybory i obserwatorom międzynarodowym "będzie niezwykle trudno ich nie uznać".

- Tymczasem, białoruska opozycja w sprawiedliwość wyborów nie wierzy. Głównym powodem jest fakt, że przedstawicieli opozycji praktycznie nie było wśród członków komisji wyborczych - podkreśla "Rossijskaja Gazeta".

Milinkiewicz: wyborów nie było

Jeden z czołowych białoruskich opozycjonistów Aleksander Milinkiewcz powiedział w Polskim Radiu, że władze w Mińsku bardzo chciały zdobyć uznanie krajów Zachodu i dlatego stwarzały pozory demokracji. Milinkiewicz stwierdził, że białoruska opozycja nie uznaje wczorajszych wyborów za demokratyczne.

Po podliczeniu głosów w 100 okręgach wyborczych ze 110 zarejestrowanych wynika, że żaden z kandydatów opozycji nie zasiądzie w białoruskim parlamencie. Według niego, obecnie ważne jest, by Unia Europejska prowadziła dialog z władzami w Mińsku. Jego zdaniem, uwolnienie więźniów politycznych było bardzo ważnym gestem ze strony Łukaszenki i nalezy to docenić.

- Władze w Mińsku są zmuszone do takich gestów przez trudną sytuację ekonomiczną w tym kraju - wyjaśnił Aleksander Milinkiewicz.

Białoruska Centralna Komisja Wyborcza przedstawi dziś wstępne wyniki niedzielnych wyborów parlamentarnych. Według ostatnich informacji, które podała po północy, frekwencja wyborcza przekroczyła 75 procent, ale może być jeszcze wyższa.