Sceny paniki i chaosu ogarnęły szkołę w fińskiej miejscowości Kauhajoki, kiedy pojawił się w niej zamaskowany mężczyzna z bronią w ręku. Od jego strzałów zginęło 10 osób. Sam zamachowiec próbował popełnić samobójstwo. Zmarł kilka godzin później w szpitalu. - Słyszałem odgłosy strzałów i histeryczny krzyk dziewcząt - mówi świadek zdarzenia Jukka Forsberg, woźny szkoły.
Fot. Internet
Zdjęcie, które Matti Juhani Saari umieścił w Internecie przed strzelaniną w szkole
- Dwie dziewczyny przybiegły do mojego pokoju i przerażonym głosem informowały, że w szkole jest ktoś, kto strzela z pistoletu - relacjonuje agencji AFP woźny. - Wyjrzałem i zobaczyłem chłopaka, który zostawia dużą czarną torbę w korytarzu i biegnie do klasy numer 3, po czym zamyka drzwi. Spojrzałem przez okno, on od razu do mnie strzelił. Wybiegłem z pokoju, on wciąż do mnie strzelał. Biegłem zygzakiem, biegłem, by przeżyć - opowiada Forsberg.
Woźnemu udało się wybiec z budynku. - Nie widziałem żadnych martwych ciał, ale zaraz wyszły ze szkoły dwie ranne dziewczyny, a zaraz za nimi pojawił się uczeń, który zemdlał na drodze. Wszędzie słychać było okropne krzyki - mówi. Woźny widział grupy uczniów opuszczające w panice budynek. Wtedy przybyła policja i pogotowie ratunkowe.
- Równomierne strzały nie ustawały. Zamachowiec zmieniał magazynki. Był dobrze przygotowany i zdeterminowany, poruszał się spokojnie - ocenia Forsberg, który nie rozpoznał strzelca. - Miał na sobie ciemne ubranie i maskę na twarzy - kończy relację woźny.